No właśnie .Ten wpis to właściwie wspomnienie, bo dotyczy wyjazdu sprzed pandemi i Brexitu. Majowy weekend to czas na czas na jakiś szybki wyskok. Wypad do Anglii to był dobry pomysł. Wiedzieliśmy że Brexit ma zakończyć się najpóźniej 31 grudnia 2020 roku więc nie ma już wiele czasu. Postanowiliśmy przynajmniej trochę poznać tamtejszy klimat , odwiedzić parę miejsc i przekonać się czy warto wybrać się tam na dłużej może w późniejszym czasie.

Droga przebiegła bardzo sprawnie , jedynie to korek przed promem trochę nas zaniepokoił no i kilkoro czekających na coś ciemnej karnacji młodzieńców. Pomni przestróg zaryglowaliśmy dzwi, domkneliśmy okna i powoli poruszaliśmy się w kierunku promu a że mieliśmy zapas czasu wszystko się dobrze ułożyło. Reszta poszła sprawnie no i płyniemy do portu w Dover.
Pogoda słoneczna ale to mai no i kanał La Manche więc na promie bez kurtek się nie obyło. Maj to tak naprawdę pierwsze miesiąc kiedy na campingu można liczyć na przyzwoitą pogodę no i udało się .Anglia powitała nas pięknym słońcem . Zjeżdżają z promu jakoś oczekiwałem na kulturowe smaczki typu żandarmów w melonikach , angielskiej uprzejmości , królewskich traktów. Niestety raczej wszystko , przynajmniej na początek było raczej takie normalne i widać że, Europa się tu dobrze zadomowiła . Nie chodzi mi o Unie Europejska raczej o podobieństwo do Holandii , Belgii. czy Francji , Widać ze kulturowo są oni bardziej podobni niż chcieli by się przyznać . Oczywiście to tylko moja opinia . Szeregowe domki z minimalną różnicą w architekturze ,lekko podniszczone drogi ale dobrze oznakowane., pustawe uliczki, małe knajpki z nielicznymi klientami. Żeby od czegoś zacząć wybieramy się na pobliskie białe klify znane jako The White Cliffs of Dover widoczne z resztą już dużo wcześniej z promu. Wysokość może już zaimponować bo 110 metrów to naprawdę nie mało no jakieś 350 stóp ale wydaje mi się prościej jeśli określimy to na podstawie porównań czyli jakiś taras na 30tym piętrze. Ale najpierw jakimś sposobem mylimy drogę i wpadamy na miejsce poświęcone Louisowi Bleriot.

Konstruktor, wynalazca itd. znany z udanego przelotu nad kanałem La Manche. Ale mnie zaciekawiło jak on na tej polance otoczonej drzewami wystartował. No w sumie może wtedy nie było tam tak . No i się doczytałem że on tam właściwie wylądował i to awaryjnie a wystartował w Calais po stronie francuskiej. A powodem było prozaiczne 10 tyś funtów nagrody. Ach ci wynalazcy. Wracamy do samochodu i odnajdujemy drogę na klify . Parę funtów i widzimy port w Denver w całej okazałości właśnie już z góry.
Wszędzie widać ścieżki i a dodam że klify ciągnął się na 13 km. No nieźle . No cóż czas leci nieubłaganie i musimy szukać pierwszego noclegu co okazało się nie takie łatwe z paru powodów. Początek sezonu ,niewielki obszar , no i cena . Na polu co rzuciło się w pierwszym momencie to bardzo duże parcele no i piękna przystrzyżona trawka Po rozbiciu namiotu , stwierdzamy że mamy jeszcze czas na „siostrzyczki” . Docieramy tam jak parking się waśnie zamienił znowu w łąkę a za Seven Sisters powoli kryło się słońce. Które ze „sióstr” to były to naprawdę nie wiem .Wiem za to ze klif z latarnią u podnóża to ten słynny z trzech powodów. Pierwszy że najwyższy , drugi powód że przyciąga najwięcej samobójców a trzeci co za ……. buduje latarnię pod klifem? Zamiast kropek wpisz sam odpowiednie określenie. ;-))
.Teren przy klifach to bajkowy pejzaż łąk, polan ,pastwisk i niesamowitej przestrzeni. Nigdzie się jeszcze tak nie czułem związany z naturą. Wracamy w ciemnościach na pole namiotowe a tu navi postanowiła nam jeszcze pokazać to i owo. Po wielokrotnej jeździe tymi samymi uliczkami i „skrótami” polnymi docieramy 5 min przed zamknięciem bramek . Szybko zapadamy w sen bo z rana ruszamy na Londyn .
No nie całkiem bo pokój w pensjonacie był dostępny od 14 to wybraliśmy się jeszcze zobaczyć Longman-a.

Niby nic ale garść informacji o niezidentyfikowanym przeznaczeniu i bardzo starym pochodzeniu znowu poruszyło moją ciekawość. Nie napiszę nic konkretnego bo tak jak wiele podobnych znalezisk mogą one być tajemnicze lub niezłym żartem pomysłowych ludzi. Przez to do stolicy docieramy dużo za późno a dodatkowe parę minut tracimy próbując zrozumieć czy pensjonat na który patrzymy, to ten sam ze zdjęć ze znanej wyszukiwarki hoteli.

Przypomnieliśmy sobie zaraz stary horror Hostel i z mieszanymi uczuciami poszliśmy się zameldować. Koniec końców nie było najgorzej a świadom cen za noc w Londynie nie próbowaliśmy nic reklamować. Nawet brak światła w pokoju nie przeszkadzał bo użyliśmy własną lampkę campingową . Sam nocleg był położony w raczej biednej dzielnicy i pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Ręczna myjnia gdzie dzieci uwijały się w pośpiechu by szmatami i sprayem umyć drogiego „mesia” w którym siedział ciemnoskóry przystojniak w okularach , czy sterty śmieci przy drodze, jakiś diler przechadzający się pomiędzy przystankami (takie sprawiał wrażenie), ulica pełna imbisów chyba z wszystkich stron świata . Ta dzielnica kolejny raz pokazała że pocztówki czy piękne instagramowe fotki to nie szara rzeczywistość ale wybiórcze , często tylko komercyjne ujęcia. Zwiedzając kolejne miasto moloch tylko utwardza nas w przekonaniu ; odwiedzić tak ale mieszkać nie. Jeśli czyta to jakiś czytelnik mieszkający w wielkim mieście niech może napisze w komentarzu dlaczego może jest inaczej.

Postanowiliśmy jeszcze przed jazdą autobusem kupić tylko pieczywo i jakiś napój na pierwszego „głoda” , dlatego skorzystaliśmy z zachęcająco wyglądającego sklepiku. Najpierw w oczy wpada obsługa. Mocno czarni faceci sugerują że mogą pomóc w wyborze towaru , ale w tym momencie zauważam że to my możemy im pomóc bo trafiamy do….polskiego sklepu z nie polską obsługą. A autobusem i tak nie pojechaliśmy bo kierowca miło nas poinformował że tylko posiadacze karty (nie dociekałem jakiej bo po co) mogą jechać a pieniądze w życiu nie są najważniejsze;-)) . Po prostu pieniędzy też nie chciał przyjąć. Nie daleki mały dworzec kolejowy okazał się akurat w tych godzinach wyłączony z siatki też z jakiegoś powodu. Naprawdę zachęcająco nas Londyn nie powitał. No cóż mimo przestróg wybraliśmy się d centrum samochodem. O dziwo to nie ruch na drogach a brak parkingów okazał się dość dużym problemem . Może to efekt ślubu który się odbył dzień wcześniej (zdradzę że był to TEN Ślub księcia Harry’ego i Meghan Markle). cytat z onet Plejada ” Była sobota, 19 maja 2018 roku. Przed telewizorami zasiadło ponad 20 mln Brytyjczyków i całe Stany Zjednoczone, by wziąć udział w ceremonii, na którą z podekscytowaniem czekali wszyscy. Tego dnia historia zatoczyła koło. Kilka pokoleń po Wallis Simpson i królu Edwardzie, kolejny niepokorny z Windsorów poślubił amerykańską rozwódkę.” Ha Ha.
I planując weekend w Anglii nie sprawdziliśmy aktualnych wydarzeń co może i na dobre wyszło . Z powodu bezpieczeństwa przebiegu ceremonii część podziemnych parkingów był zamknięta. Niestety czas pozostały do zwiedzenia Londynu dawał dwie możliwości , albo muzeum plus coś jeszcze , albo bieganina za atrakcjami , chyba na złość porozrzucanymi po obydwu stronach Tamizy i licznymi mostami . Zwiedzenie paru głównych atrakcji niestety nie zaspokoił nasze ciekawości i na pewno wrócimy do tego miejsca .Ale wracając do tematu, nieważne gdzie i co chcecie zobaczyć na pewno trzeba stanąć w długiej kolejce i odczekać swoje. Żeby coś zjeść trzeba się nastać w kolejce. Czas ucieka i nawet nie zauważyliśmy kiedy rodzaj turysty zmienił się z dziennego na nocnego a za tym turystyka powoli ustąpiła miejsca barowym szaleństwem i ukazała całkiem inne oblicze miasta. I tu zrozumiałem o co chodzi z tekstem typu ; te miasto nigdy nie śpi. O ile bary i knajpy były tylko częściowo wypełnione za dnia a pałce i muzea czy nawet karuzele oblegane to po zmierzchu wolny stolik w pabie z widokiem na Tower Bridge czy London Eye to jak szczęśliwy los na loterii .
Kilka rad dla chcących zwiedzić Londyn. Mimo nie najwyższej noty jako stolica (to nie nasz ranking) to liczba miejsc wartych zobaczenia jest baaaardzo długa i dlatego należy przed wyjazdem spokojnie z mapą miasta i podpowiedziami google określić czas na dotarcie i spędzenie czasu w danym miejscu. Człowiek też ma swoje potrzeby i niestety dość szybko się męczy. ( przynajmniej my po paru godzinach raczej marszu niż spaceru) I lepiej poświęcić więcej dni niż za mało bo będzie niestety trzeba kiedyś wrócić ale może to i dobrze. Każe odwiedzone miejsce daje satysfakcję a te które nie zobaczyliśmy już powodują że tęsknimy za kolejnym wyjazdem. W drodze do Londynu zobaczyliśmy Anglię która nam bardzo przypadła do gustu , niesamowite przestrzenie , zieleń o takiej głębi że kolor zielony na nowo został u nas zdefiniowany, bajeczne dróżki łączące przytulne wioski i miasteczka , kameralne kościółki czy swojskie knajpki . Już nie umiemy się doczekać by zwiedzić kolejny rąbek tego wyspiarskiego królestwa. Pozdrawiam.
Ps. Z powodu pandemi i brexitu wszystko się poplątało i nic nie wskazuje że w najbliższym czasie pojedziemy tam jeszcze raz. 😦



















