Ten wpis będzie trochę inny, bo myślę że Włochy są tak dobrze opisane , obfotografowane , że mogę sobie pozwolić na taki opis z przymrużeniem oka . Wyjazd tym razem był na szybko organizowany bo te zaplanowane wyjazdy na 2020 szlag trafił … z powodu pandemii. Trudno . W szybkim wyborze pomogła lista krajów w tym czasie otwartych. Ze względu na szybko zmieniające się przepisy zdecydowaliśmy się na objazdówkę własnym samochodem i rezerwacjami z dnia na dzień. To spowodowało że na liście znalazły się aż dwa kraje . Grecja i Włochy. Włochy nie przekonywały tak jak Grecja (parę wprawdzie ale jednak wyjazdów do Włoch a żadnego do Grecji ) to jednak niepewność co do obostrzeń skłoniła nas do podjęcia decyzji że jedziemy do kraju z którego można się szybciej ewakuować.

Auto spakowane ,główne cele zaznaczone no to ruszamy. Pierwszy postój to Wenecja a raczej przedmieścia do Wenecji. Teraz krótkie sprostowanie. Wenecja to region składający się z 7 prowincji ze stolicą .A samo miasto jest położone na stałym lądzie jak i ponad 100 wysepkach. Nasz camping oddalony był ok. 7 km od starego centrum na wyspie które jak wiadomo jest celem turystycznym a nie porty czy inne dzielnice. Sprytnie sobie wymyśliłem że zabranie rowerów będzie bardzo dobrym pomysłem na pokonanie tych paru kilometrów . Na kamping mogliśmy się zameldować dopiero po 16 a przyjechaliśmy po 13 . Trzy godziny przy 30stopniowym upale czekania to trochę za dużo . Uzgodniliśmy że ja wezmę rower i sprawdzę czy idzie łatwo dojechać na wyspę a Ancia ogarnie auto i zrobi zakupy .


- Tę część poświęcam rowerzystom. W skrócie jazda bez mapy nie była łatwa . Najpierw napotkałem parę zakazów wjazdu na rowerze , następnie okazało się że jestem nie po tej stronie kanału a rowerówka biegnie do mostu ale kończy się przed drucianymi zasiekami. Tu gdzieś mój rozsądek też się gdzieś zgubił. Za płotem i szyldami zakazującymi dalszej drogi biegła wydeptana ścieżka chyba wydeptana przez ” tubylców” . Po chwili jazdy zrobiło się wąsko i musiałem zejść z roweru , by po chwili było tak wąsko że rower musiałem pchać . Niestety nawet po skręceniu kierownicy wzdłuż roweru po chwili musiałem się poddać. Ugrzęzłem bez możliwości cofania się. Trudno , z niemałymi problemami udało się przerzucić rower nad barierami zabezpieczającymi drogę no i znalazłem się na drodze szybkiego ruchu co nie było miłe. Rozpędziłem rower na maxa by jak najszybciej znaleźć możliwość opuszczenia tej drogi. Trochę uspokoił mnie mijający radiowóz 🚔 w ogóle nie zwracając na mnie uwagi, może byłem nie pierwszym przypadkiem? Wąska ścieżka tylko dla pojedynczej osoby wijąca się po drugiej strony osłon prowadziła do stacji kolejowej 🙂 i przystanku komunikacji miejskiej . Dalej poszło już dobrze ,dotarłem do mostu na główną wyspę , przepiękną rowerówką i nadzieją na jutrzejsze zwiedzanie . Powrót okazał się już całkiem prosty .
Następnego dnia spakowani na całodzienne zwiedzanie udaliśmy się rowerami na podbój Wenecji. Po przejechaniu wzdłuż pięknego mostu łączącego ląd stały z wyspą o wdzięcznej nazwie Die Ponte della Libertà niemile się zdziwiliśmy że z prawdziwej rowerówki pozostały tylko znaki wymalowane na wąskim chodniku. Z resztą po ok. 500 m. znaleźliśmy się na placu gdzie kończyły bieg autobusy , taksówki oraz gdzie musieliśmy i my. Próba postawienia rowerów gdziekolwiek mogła się chyba źle skończyć bo po prostu nigdzie ich nie było. Jedyną opcją przed którą się broniłem to podziemny parking rowerowy w cenie 10 euro . Za jeden rower. Nie pochwalam tego ale boxy są na tyle duże że dwa też się zmieszczą;-) . Trochę to smutne bo parkingi dla samochodów też kosztowały ok 10 euro za dzień a trasa busem tam i z powrotem to tez ok 10 e za osobę. Dużo się mówi o ekologii ale widzę nie tylko w Wenecji że ekologia ma czasem odcień komercji i biznesu ale to już inny temat. Szczęście w nieszczęściu z powodu pandemii liczba zwiedzających bardzo zmalała (tak twierdziły statystyki i strach pomyśleć ilu turystów jest tam w szczycie sezonu.) Kupiliśmy bilet na tramwaj wodny którego przystanki (czy mini porty) są zaraz koło dworca autobusowego czy każdej większej atrakcji . Bilet na przejazd „tam i z powrotem” to 15 euro (ważny 75 min od skasowania każdy) wydaje się za drogi w porównaniu z biletem 1 Day (całodzienny ) który kosztuje 20e. Będąc dłużej niż 1dzień warto kupić te 2 lub 3 dniowe. Przed nami Wenecja , Murano , Burano , La Vignole i inne wyspy. Szczęśliwi mimo wielu przeciwności udaliśmy się na pierwszą wyspę Murano , bieganina po mostkach mosteczkach, fotki , sklepiki, przesiadka znowu atrakcja , i znowu , i znowu . Koło 15 nagle ruch zamiera . Kolejne połączenia zostają skasowane . O co chodzi? Po chwili dezorientacji wiemy . To że odbywały się tam Festiwal sztuki filmowej wcześniej nam obiło się o uszy ale nie liczyliśmy na spotkanie jakiś gwiazd ( świat prominentów delikatnie nas sorry ale brzydzi a może to zwykła zazdrość?) ale że akurat tego dnia odbędzie się parada połączona z wyścigiem gondol i brutalnie nas uziemni na szczęście na głównej wyspie. Co by był gdybyśmy byli wtedy na jakiejś odległej wyspie? No cóż może warto wszystko wcześniej sprawdzać ale ja lubię zwiedzać miejsca odkrywając je dla nas a nie najpierw wszystko zobaczyć w internecie . Ale po tym przypadku wiem że wielkie miasta czy miejsca z wieloma atrakcjami jednak należy dobrze zaplanować a szczególnie jak się ma mało czasu .

Wenecja to przepiękne miasto na które warto poświęcić jak najwięcej czasu .Bez przesady dwa lub trzy dni to wcale nie tak dużo. Ale niestety każdy kolejny dzień to dość duże pieniążki . W necie suche dane nie robią wrażenia ale jeżeli chcesz zwiedzić kolejne muzeum czy skusić się na wykwintny obiad lub przejażdżkę gondolą i do tego jakieś pamiątki nie będzie tanio no chyba że może to Ty zostałeś zaproszony na Festiwal i będziesz stąpał po czerwonym dywanie . Po 18 tramwaje dalej nie kursowały więc powoli postanowiliśmy wracać . Plan nie został zrealizowany nawet w 50 procentach ale i tak jesteśmy zadowoleni bo kilka lat temu wpadliśmy na parę godzin , teraz na cały dzień więc może kiedyś jeszcze tam zawitamy?















Camping był na wysokim poziomie z basenem ale niestety godziny otwarcia atrakcji został bardzo skrócony więc nie było za bardzo czasu na korzystanie Następnego dnia wyruszyliśmy w kierunku Rimini. Drogi krajowe nie są płatne a po za tym była to najkrótsza trasa więc trochę z przymusu bo co autostrada to autostrada. Trasa nie była zła mimo licznych ograniczeń nikt jakoś się do nich nie stosował z licznymi ciężarówkami na czele. Czasami np. przy ograniczeniu do 60km/h ciężarówa cisła 80 więc żeby wyprzedzić trzeba było mieć co najmniej koło 100 a to mnie już nie bawiło. Z resztą poznaliśmy na jednym parkingu polskiego kierowcę przewoźnika i opowiedział nam o bardzo nie równym traktowaniu obcokrajowców ( z licznymi przykładami) , twierdził nawet że policja ma układy z biznesami (dziwne kaucje , parkingi strzeżone, pomoc drogowa) wyłudzającymi pieniądze trudne do odzyskania. Od tego momentu pedał gazu jakby stał się bardziej oporny. Nas przez cały pobyt i tyle tysięcy kilometrów nic złego nie spotkało więc może należy tylko (hi hi) jeździć przepisowo? Jak wspomniałem droga SS19 to taki mix dwupasmówek , rond , ograniczeń ale jak najbardziej nie była to zła trasa. Po drodze Zatrzymaliśmy się w Ravenna . Małe miasteczko z przepięknymi kościołami z jeszcze piękniejszymi mozaikami . Opinie tę wyrobiłem sobie na podstawie zdjęć z internetu ponieważ z powodu ograniczeń zwiedzanie było dość ograniczone (terminy , godziny wejścia czas pobytu ,tylko ustalone on-line na wszystkie 4 kościoły przy jednej rezerwacji rozrzucone w różnych miejscach)
Śmiesznie ale w i w tym mieście biegaliśmy pod peronami z rowerami na plecach bo jedyny most w centrum był w remoncie a objazdy wykraczały poza nasze możliwości ( według map Google ) Troszkę rozczarowani udaliśmy się na plażowanie do pobliskiego Rimini. Szeroki długie piaszczyste plaże , o tak tego nam było potrzeba .


Niestety rozczaruję trochę zwolenników Rimini bo pływania nie było za dużo . Ocierające się o ciało małe ale liczne meduzy psuły całą zabawę. Od razu jednak zaznaczę że jakieś 15km dalej i jeden dzień później na następnej plaży galaretek było już niewiele. Ze względu na późną porę zdecydowaliśmy się przekimać w pobliżu naszego następnego celu . … San Marino

to trzecie Po Watykanie i Monako najmniejsze państwo w Europie a podobno najstarsza republika na świecie. Co ciekawe byliśmy w Monako i Jeszcze jednym małym państwie Andorra i miałem trochę wyobrażenia o tym co może nas spotkać ale… i tak nas zaskoczyła swoją oryginalnością . Wrażenie że to jest naprawdę mały kraj potęguje fakt że zwiedzamy tylko szczyt Monte Titano gdzie znajduję się właściwie całe centrum z trzema wieżami między którymi normalnie wędrują tam i z powrotem bardzo liczni turyści. No tak , tym razem turystów było niewielu a liczni sprzedawcy spoglądali z dość niepewnymi minami na przechodniów. Niestety tylko koło 13 zrobiło się liczniej przy … stolikach z jedzeniem . Epidemia czy nie , zjeść trzeba , tak chyba brzmiało motto jedzących. Zadziwiające jest to że państwo bez fabryk, złóż minerałów , dostępu do morza itd. może być jednym z najbogatszym państwem na świecie nie mając zadłużenia i kontroli celnej.!!!



Żegnamy Adriatyk tylko dlatego że wyznaczyliśmy kolejne cele a te były już po drugiej stronie ,, buta,, .
Droga między dwoma stronami to taka trochę autostrada, trochę expresówka ,o dziwo bezpłatna. Ale co jeszcze nas bardziej zdziwiło to że jechaliśmy praktycznie cały czas przez większe lub mniejsze pasma gór. Gdzie są te pola pomidorów, gdzie są te winnice lub gaje oliwne ? Dopiero pisząc ten blog zorientowałem się ż przejechaliśmy przez wielkie parki narodowe . I np Park Narodowy Gran Sasso to nawet szczyty ok 2900m. npm. A także ż jest tam najdalej wysunięty na płd. lodowiec. No właśnie środek Włoch i lodowiec. Może dlatego przejeżdżając tamtędy miałem wrażenie niegościnności czy może bardziej surowości tamtego regionu.


No cóż znaczna nasza część dni urlopowych za nami a po drodze chciało by się jeszcze tak wiele odwiedzić . Ale powoli zmęczenie też zaczyna odbierać część radości z podróżowania . Postanawiamy zostać 3 dni w jednym miejscu ale tak oddalonym od atrakcji żeby w razie czego skoczyć to tam to tu. Palcem na mapie zaznaczyliśmy obszar gdzie najlepiej będzie znaleźć nocleg . Ceny noclegów we Włoszech niestety należą do jednych z wyższych w Europie . Dlatego często przy podjęciu decyzji duże znaczenie miała cena co i tym razem miało wpływ na naszą decyzję . Oczywiście nie jeździmy za noclegami tylko przeszukujemy znane strony zajmujące się bazami noclegowymi . Wybór padł na agroturystykę . Gdzie był haczyk ? Czemu cena była zdecydowanie niższa mimo atrakcyjnej lokalizacji ?

Najpierw zdradzę że gospodarstwo znajdowało się pomiędzy Neapolem i Salerno czyli w podobnej odległości od Wezuwiusza , Pompeji i wybrzeża Amalfi . Plan dobry a co z realiami ? Wyruszyliśmy rano . Do przebycia tylko ok 500 km. Powoli zjechaliśmy z gór na autostradę A1 łączącą północ z południem . I od razu szok że Neapol i przynależące miasteczka to tak wielki obszar z przepełnionymi ,zakorkowanymi drogami. O ile na autostradzie nie było tragicznie , bo korki znamy i z Niemiec i naszej A4 to w momencie zjazdu do miasta przez które tylko zahaczyliśmy w drodze ma nocleg. W najgorszym momencie ok 18 godz. znaleźliśmy się w szczycie ruchu ludzi wracających do domów kolejne 10km to ok godziny jazdy . I do tego drogi coraz węższe z coraz bardziej zablokowane chaotycznie zaparkowanymi autami. Powoli docierało do nas że wybraliśmy nocleg do na końcu jakiejś dróżki prowadzącej na szczyt lokalnej górki gdzie nasz opel nie wjedzie . Ostatni kilometr zaskoczył nas znakiem ” wjazd aut o dopuszczalnej szerokości 1.9m ”. Nasze autko z rozłożonymi lusterkami to 2,25. Postanowiłem się wycofać . Ale nie dane nam było tak łatwo bo za nami sznurek aut z poirytowanymi kierowcami. Żadnej możliwości zawrócenia . Jedziemy dalej pomiędzy domami i docieramy do bramy . Znak mówi że 1.9m i widzę że dróżka była szersza ale brama już nie . Wychodzimy i próbójemy na migi pokazać ślimaczącymi się za nami kierowcom że to już finito i wszyscy musimy cofać… Nie zanudzając was dalszą historią gdzie przez nerwy i stres bardzo uszczupliliśmy nasz poziom zadowolenia Jeden z kierowców dał mi do zrozumienia że widziano już tu takie auto i przy pomocy innych(składanie lusterek i liczne oczy w koło auta) przejechaliśmy przez tą cholerną bramę. Ironią było też to że z przeciwnej strony już stały auta które jechały w przeciwnym kierunku a jedyna mijanka to wielki centralny plac przed bramą właśnie z drugiej strony. . Ode chciało nam się jazdy na kolejne dwa dni .
I tego nam było potrzeba . Mimo dość nietypowych warunków mogę polecić ten nocleg bo po pierwsze pani na recepcji okazała się Polką a po drugie to miejsce jakby wycięte z innego regionu ,gaje oliwne , widok na góry i zatokę. Po trzecie tam zobaczycie jak mieszkają przeciętni włosi . Na bazę wypadową też ale ten ruch jest nie na nerwy każdego . I apropos da się dojechać do willi nawet kamperem (szczęka mi lekko opadła) ale trzeba po prostu uważać bo przed feralnym znakiem jest wjazd na posesję z drugiej strony. Mając przed oczyma widok kampera znowu śmiało ruszyliśmy dalej. Przed nami sławne Pompeje .
Turystów tak nie wielu że rzeczywiście widok jest upiorny , tylko ten słoneczny dzień i gorąc nie pasuje do tego miejsca oraz klaksony i odgłosy miasta zza ogrodzenia. Powiem że miasto robi wrazenie swoją wielkością. To nie są jakieś pojedyncze wykopaliska , to miasto z teatrem , Koloseum , licznymi uliczkami . Można poświęcić i cały dzień na zwiedzanie ale nie potrafię sobie wyobrazić tego z licznymi turystami i ukropie lejącym się z nieba w szczycie sezonu.

Mnie osobiście zdziwiło że życie prawie 2000 lat temu wcale nie wyglądało jakoś diametralnie inaczej. Malowidła , ogrody, pokoje. kuchnia , fontanny ,piętra czy baseny ,teatry, areny. To wszystko mieli już ludzie tak dawno temu. I mogę sobie wyobrazić ten ruch na ulicy, gwar , śmiech bo przecież nie było komórek, internetu, tv i żadnych innych mediów oprócz przekazu ustnego o którym dzisiejsze społeczeństwo powoli zapomina .A szkoda…. No to teraz czas zobaczyć sprawcę tego całego zamieszania. Wezuwiusz . Góra o wysokości 1281 na szczycie której znajduje się niecka o głębokości 250 metrów i średnicy 550-650 m . To właśnie te brakujące 250 metrów skał , pyłu i popiołu w 79 roku spadło na trzy miasta Pompeje , Herkulanum i Stabie niszcząc je a właściwie zasypując je na długie lata Siła natury potrafi być naprawdę groźna bo sam widok na krater nie daje do myślenia że ta „dziura” zgładziła tyle istnień. .

Z ostatnich badań nad Pompejami wynika że większość z ofiar zginęła paręnaście godzin od erupcji bo zwyczajnie z bagatelizowali sytuację. I jak zazwyczaj „potem było za późno” . Co niestety nas trochę niemile zaskoczyło to że w drodze samochodem na górę towarzyszy nam momentami wspaniała panorama i praktycznie całą drogę… wszechobecne śmieci . Aha i warto wspomnieć że ci co wiedzą to trzymają się środka drogi ,bo ja sądząc że robię przysługę jadącym z przeciwka trzymałem się jak najbliżej krawężnika nieraz słysząc liczne ocierające się krzaki o karoserię. Dopiero po umyciu auta zobaczyłem że praktycznie cały prawy bok mam pokryty licznymi rysami całego prawego pasa.
Chcemy już właściwie wracając zobaczyć słynne wybrzeże Amalfi. jest niedaleko więc ruszmy .Mając świadomość jak mogą wyglądać drogi decydujemy przejechać tylko część. Lubię jeździć samochodem , lubię zakręty , ciasne parkingi. Ale to co się dzieje tam ok godziny osiemnastej to taki mały komunikacyjny armagedon. Po pokonaniu paru kilometrów w godzinę kapitulujemy i zawracamy. I znowu mała dygresja. Jest to jeszcze urlop , wyczekiwany wypoczynek czy … no właśnie .

Po głośnej , hałaśliwej , zakorkowanej i ciasnej Zatoki Neapolitańskiej szukamy natchnienia nocując pod budynkiem opactwa benedyktyńskiego . Znajduje się na wysokości 519 m . Niczym by może się aż nadto nie wyróżniał ale to tam odbyła się słynna Bitwa o Monte Cassino . Spacerując po wyznaczonej trasie ciężko sobie wyobrazić ż miały tu miejsce zacięte walki w których poległo . Seria bitew i zmagań trwała 5 miesięcy gdzie codziennie średnia ginęło ponad 1200 LUDZI !!!! Warto posłuchać o tym w małym polskim muzeum przy cmentarzu gdzie opowiada bardzo miła pani historię bez … propagandy i zniekształceń powielanych przez lata.


Zmęczeni wielogodzinnym spacerem przy pełny słońcu ruszamy zobaczyć słynną Toskanię. Obieramy za cel polecany rezerwat gdzieś pomiędzy Montepulciano a Pienza o wdzięcznej nazwie Val d’Orcia. I znajdujemy się gdzieś pomiędzy niczym . Ale to ” nic ” pofałdowane niewielkimi wzgórzami, pochylonymi polami , z płotami z tui, czy cyprysów , małych miasteczek wyglądających jak by czas zatrzymał się tam i nie zamierzał w ogóle ruszyć ma jednak urok . Wiosną to wszystko tu ożywa ale koniec lata to ciężki okres dla tych ziem. Mimo suchej , spalonej słońcem ziemi trochę oczyma wyobraźni , trochę wspomnieniami licznych obrazów z wielu filmów (Pod słońcem Toskani , Ukryte pragnienia ,Pod słońcem, Sen nocy letniej czy wreszcie Gladiator ( parę scen ale jak bardzo znanych)) widzę kobierce w licznych odcieniach zieleni , dojrzewające zboża poprzecinanymi wstążkami dróg.

Rozsypane w nieładzie miasteczka jak Montepulciano , Pieza czy inne są jak najbardziej warte odwiedzenia . My ze względu na ograniczenia czasowe zajrzeliśmy do paru z nich . Warto poczytać o nich bo każde niby podobne ale inne z kawałkiem własnej historii .Jako że turystów było niewielu to nie było problemu ze znalezieniem parkingu a tych nie jest za dużo . Ciekawe czy w szczycie normalnego sezonu jest tak samo?
Na nocleg wybieramy najbliższy zbiornik wodny. No cóż woda to ochłoda dla ciała a szczególnie nóg. Niecałe 30 km. Jedziemy .Wita nas piękne jezioro z masą kitesurfingowców. Nie wiem czy to słowo jest poprawne ale wiecie o co mi chodzi. Co nas nie cieszy to że jest dość chłodno , dość późno ,bardzo wietrznie i w powietrzu masa można powiedzieć plaga nie tak małych zielonych owadów a do tego jeszcze znaczna ilość wrednych komarów.

Z kąpieli nic niestety nie wyszło ale okazało się że jesteśmy w kantonie Umbria nad jeziorem Trazymeńskim. Jezioro zaliczane jest do jezior bagiennych więc ilość owadów nie powinna już właściwie dziwić ale mała ciekawostka to tu miała niewątpliwie ważne wydarzenie historyczne bitw w której wojska Hannibala pokonały wojska rzymskie a było to bagatela tylko ponad 2200 lat temu (217 p.n.e.) Nad jeziorem góruje ,chyba zaczynam się powtarzać urokliwe miasteczko Castiglione Del Lago z pięknym starym gajem oliwnym ,może pamiętający wojska Hanibala ;-)) . Urlop dobiega końca , pozostało na naszej trasie jeszcze dwie perełki . Jedna błyszcząca często w mediach inna … to za chwilę . Najpierw najbardziej znana wieża. Nie , nie ta z roszpunką , nie ta Eiffla, czy Popiela . Najbardziej znana krzywa wieża … w Pizie. Takie to w sumie oklepane , znane z niejednej fotografii czy tv. Ale powiem że na żywo wygląda bajkowo a ta krzywizna czy jak to nazwać robi wrażenie . Zresztą sam plac z katedrą też powala. I przy tak dostojnych , majestatycznych , sakralnych budowlach ludzie dostawają jakiegoś bzika unoszą ręce , nogi, tworzą jakieś nieokreślone pozycje . Sam zresztą tego doświadczyłem. HiHi
Czas goni , szybka kawka i jedziemy do celu naszej ostatniej perełki. A właściwe pięciu perełek o wdzięcznej nazwie cinqueterre . W wolnym tłumaczeniu to ” pięć miejsc” a zarazem nazwa połączenia kolejowego pomiędzy 5 miasteczkami. Riomaggiore ,Monterosso al Mare, Vernazza, Manarola, Corniglia no i osobiście do rzucam La Spezia z której my rozpoczeliśmy zwiedzanie.
La Spezia to miasto portowe strasznie zatłoczone , gwarne ,ruchliwe ale z licznymi knajpkami , restauracjami ,miejscami na shopping . Kolejne to malutkie miasteczka osadzone niczym kukułcze gniazda na skalistym wybrzeżu .Poruszmy się pomiędzy nimi koleją a rozkład jazdy pozwala dobrowolnie skonfigurować trasę. Pomiędzy miasteczkami można też poruszać się malowniczymi szlakami ale te z powodu pabdemii były zamknięte . Ale nie powiem już więcej bo zdjęcia oddają , może nie w 50 procentach ale jednak , niesamowitości tych miejsc.









Trochę podsumowań . W sumie zrobiliśmy 5 tyś km. Więc większość kosztów to paliwo i opłaty drogowe. Autostrady we Włoszech są dobrej jakości ale dość drogie. Drogi lokalne zazwyczaj są niezłej jakości ale absorbują znaczne ilości czasu którego nam wiecznie brakował. Jako że spaliśmy parę noclegów trochę na dziko (w mninbusie) to zaoszczędziliśmy trochę grosza. Najtańszy nocleg był na campingu 17 euro ale dla porównania pokój na bookingu w La Spezia to 80euro za dobę . Noclegi należą jednak do znaczących kosztów Standard też raczej nie powala . Bilety wstępu ze względu że dużo miejsc było zamkniętych bądź ograniczonych stanowiły nieznaczną część ale uwaga normalnie też do tanich nie należą .My zamknęliśmy się w kwocie 1000 euro za 14 dni w dwie osoby.
Czy pojechałbym tam znowu . I tak i nie. Wiele rzeczy jeszcze zostało do obejrzenia , pogoda gwarantowana , słońce ,fajne knajpki ciepła woda , włoski temperament. Ale powiem że troszeczkę zapomnieli że nie każdy odda wszystkie dutki , że inni też borykają się z brakiem pieniędzy. Ze trochę ciszy i spokoju na urlopie też jest mile widziany. Ale to tylko takie marudzenie zadowolonego turysty . Zmęczonego ale zadowolonego. Pozdrawiamy serdecznie .


































































