Fajnie jest żyjąc na obczyźnie odwiedzić rodzinę w Polsce. Fajnie jest gdzieś wyskoczyć na urlop. Ale jest jeden czynnik decydujący kiedy , na jak długo możemy sobie pozwolić na wyjazdy. Wiadomo kasa gra rolę jednak tym ogranicznikiem u nas jest ilość dni urlopowych. Jeżeli podzielimy nasze skromne 26 dni na święta , majówki czasami sprawy urzędnicze i inne zaskakujące nas czasami przypadkami to ciężko to ogarnąć. Tak i było tym razem . 10 dni urlopu , tak to już prawie połowa deputatu , postanawiamy podzielić na wypad do polski a zaraz potem do Hiszpanii . Troszkę karkołomne ale taki plan. Aha na dodatek cały czas ograniczenia covidowe które wcale nie pomagają. O podróży do Polski nie będzie tutaj nic . Ale o Hiszpanii jak najbardziej. Zapraszamy .

Do Polski i … zaraz potem 
do Hiszpani
Wracamy w piątek żeby w sobotę ruszyć za słońcem. Na początku jazda przebiega dość płynnie , nawigacja określa czas przybycia do L’Escala około 21 godziny. Dlaczego do tej miejscowości ? Bo to jedna z pierwszych po stronie Hiszpańskiej. drogi super, pogoda dopisuje ale zmęczenie 😴 dopada nas dość szybko. O wiele za szybko. Częstsze postoje , wolniejsze tempo powodują że o 21 niestety mamy jeszcze sporo drogi. O 23 decydujemy się na spanko na parkingu . Dlatego możemy coś opowiedzieć o francuskim odcinku autostrady A36/E60 w połowie zmieniającej się na A6/E15 . Droga bardzo spokojna ale trzeba przypomnieć że to maj no i czasy jeszcze dużych ograniczeń , jeszcze nie tak dawno po autostradach francuskich można było się poruszać tylko za dnia. Dziwny to czas patrząc jak wiele chybionych decyzji podejmowali decydenci w trosce o nasze zdrowie 😊 .Wracając do tematu ruch nie wielki parkingi na najwyższym poziomie i dla porównania niemieckie parkingi na autobanie to bieda że aż piszczy. Ale jak zwykle diabeł tkwi w … pieniążkach . Ciepła woda , darmowa kąpiel , ławeczki w zielonych strefach , place zabaw czy nawet rzeźby czy pomniki są finansowane z opłaty która nas wyniosła prawie 100euro !!! W jedną stronę. Przed południem docieramy wreszcie do celu. Powiem że pełni obaw , bo czy początek Hiszpanii to już rejon wakacyjny . Wszyscy przecież jadą zazwyczaj dalej do Tossa de Mar czy Lloret de Mar . Czy w sumie ponad 2000 km było warto ?
Miejscowość raczej typowa , większość to hotele i pensjonaty jeszcze czekające na turystów ale zupełnie wystarczająca do spędzenia tutaj miłego czasu. No troszeczkę woda ciut za zimna ale w sumie to dopiero wiosna. Woda błękitna , słonko świeci , widoczki całkiem ,całkiem . Ale żeby nie było za pięknie już wieczorem pogoda się załamuje a prognozy na ten kąt raczej kiepskie .W strugach deszczu opuszczamy tą całkiem ładną miejscowość. Często korzystamy z aplikacji pogodowych. Nie są one 100 procentowe ale dają z grubsza czego się można spodziewać. Rejon Costa Brava jest bardzo ciekawym regionem ale byliśmy już paru miejscach więc jedziemy dalej . Może bliżej Alicante będzie dalej. Po paru godzinach jesteśmy przed Barceloną dokładnie w Premia de Mar. Barcelonę już z grubsza zwiedziliśmy wcześniej i tylko powiem naprawdę warto ale też wiemy że sam przejazd przez nią to nie lada wyzwanie więc zostawiamy sobie to na rano. Premia de Mar to raczej nieciekawe miasteczko. Przypomina już raczej peryferie Barcelony niż miejscowość wypoczynkową ale idziemy się poszwędać po plaży .

Plaża w Cunit
Na jednym campingu spędzamy aż dwie noce co zdarza nam się nie często. Wiemy że Alicante jest już poza naszymi możliwościami. Obieramy ujście rzeki Elbra za ostatni cel i będziemy wracać w kierunku domu. Po drodze wpadamy do Taragony . Na zakupy ale też zobaczyć akwedukt jeszcze z czasów cesarstwa rzymskiego. Jest naprawdę piękny i budzi podziw dla jego twórców . Jeśli popatrzymy na te wszystkie cuda na całym świecie budowane tysiące lat temu to czy mamy się się aż tak czym chełpić budując w dzisiejszych czasach różne architektoniczne niby cuda?
Jeśli chodzi o sklepy to są bardzo dobrze zaopatrzone a ceny całkiem przyzwoite. My pokusiliśmy się na dość tanią rybkę a właściwie dzwonek . Na campingu po przetłumaczeniu nazwy rybki okazało się że … jemy rekina ( dobrze że nie odwrotnie) .Smak taki sobie . Chyba raczej nie zatęsknię .


Wygląd jak i smak rekina nieciekawy a może źle zrobiony?
Docieramy do ujścia rzeki Ebre . Już parędziesiąt kilometrów wcześniej rzeźba terenu się wypłaszcza . W ogóle to jakby inna Hiszpania . Przejeżdżamy przez liczne wodne pola . Niektóre suche , częściowo zalane czy wręcz pod wodą. Przypominają pola ryżowe i doczytujemy później że są to właśnie pola ryżowe . Turystów jak na ten czas było dość sporo tym bardziej żeby się dostać w te rejony trzeba niestety odbić od utartych kierunków . Jako ciekawostkę dodam że 90000 ton ryżu podobno bardzo dobrej jakości ( można spróbować w knajpkach ) uzyskuje się z plonów co roku . A sieć kanałów nawadniających pola ma około 450 km. długości.
Delta to też rezerwat ptaków i plątanina dróżek pomiędzy rozlewiskami i morzem. Ale już w maju słońce daje nieźle popalić więc w sezonie trudno mi sobie wyobrazić parogodzinne spacery. Co do ptactwa , zobaczyć można ale tylko przez lornetkę . Deltaebre to taka odskocznia od hotelarskiej riviery .
Jak nie widać nic ciekawego dla urozmaicenia drogi porozmieszczano różne platformy lub dzieła artystów . Zostajemy na noc w tej oazie ciszy i będziemy obierać drogę powrotną .

Wyjazd mimo ograniczeń , wielu nieczynnych atrakcji , hoteli , restauracji okazał się jednak ciekawym doświadczeniem. Dodam że nie łamaliśmy żadnych ograniczeń covidowych a czy miały one sens to już inna sprawa. Największe rozczarowanie to niestety opłaty drogowe. Podejrzewam że już wielu camperowców i innych podróżników z powodu rosnących cen za przejazd poruszają się drogami bez opłat a to powoduje w wielu spokojnych miasteczkach coraz większy ruch . Drugie rozczarowanie to że część turystycznych miejscowości to już tylko hotelowe noclegownie gdzie prawdziwy folklor i rdzenni mieszkańcy to rzadkość . Ale na szczęście każdy może jeszcze znaleźć to co chce. Pozdrawiamy .






















