Byliśmy jednymi z miliona…

krajanów w Chorwacji w roku 2021. Na pewno każdy kogoś zna kto był już Chorwacji i słyszał nie jedno o tym pięknym kraju. Jako że byliśmy tam już raz w rejonie Zadaru zawsze z lekką zazdrością słuchałem opowieści że prawdziwa Chorwacja to rejon od Splitu do Dubrovnika . Tym razem mieliśmy wybrać się tam w czwórkę. Żeby nie było za łatwo to dwie osoby były z Polski a dwie z Niemiec. Osoby z Polski też z powodu pracy wybrały się różnymi środkami . A to wszystko w towarzystwie ograniczeń spowodowanych wiadomo czym . Dlatego dopiero będąc razem na miejscu napięcie znacznie zmalało. Ale może wszystko po kolei.

Wybieramy małą miejscowość na Rivierze Makarskiej położoną po między Splitem a Dubrovnikiem jako bazę wypadową . Mimo dobrych dróg ponad 1400 km dało nam nieźle w kość. W skrócie tylko powiem że paliwo i opłaty autostradowe to ok.600 euro , można trochę przy oszczędzić ale nam zależało na czasie więc swoje trzeba było wydać, samolotem tanich linii lotniczych cena wyniosła z Katowic na Split 350 zł. Jak widać tanio nie jest . Najtaniej miało być by pociągiem ale za to jeszcze bardziej skomplikowanie a tego było już nadto . Gradac bo w nim mieliśmy wynajęty apartament ,nie jest jakąś bardzo małą mieściną ale do dużych ma pewno nie należy ,fakt że ma wszystko co miejscowość turystyczna powinna mieć . Deptak , sklepy , restauracje , a nawet boiska z oświetleniem nocnym . Do szlaków w góry bardzo blisko , do morza przysłowiowy rzut beretem. Plaże publiczne , dzikie czy nawet z golasami w najbliższym sąsiedztwie . Mogliśmy tylko narzekać na parking (stromy i ciasny) i hałas od drogi. Plany zwiedzania mieliśmy dość wielkie ale pierwsze dni dały nam trochę popalić . Dosłownie. Mimo września temperatura utrzymywała się ponad 30 kreskami i to przy bezchmurnym niebie.

Widok na Gradac

Na początek Makarska . Osobiście zaskoczyła mnie tym że była taka … jaką się spodziewałem . Może liczba spędzonych minut na blogach albo YouTube chyba zrobiła swoje. Powiem więcej , wszystko wydawało mi się takie bardzo Chorwackie . W Makarskiej przy okazji zaopatrzyliśmy się w większą ilość zakupów , znajduje się tam dość duże centrum handlowe z Kauflandem na czele. Makarska mimo że sezon niby się jeszcze nie skończył ale był bardziej pusty niż nasz mały Gradac.

Kolejny dzień to Split który że był jako przy okazji w drodze na lotnisko , (gdzie obieraliśmy ostatnią osobę ) które mogę powiedzieć jest nieduże więc nie powinniście się go w ogóle obawiać a dodatkowo jest przy nim bardzo duży parking który jest bezpłatny a przynajmniej był , co powiem jest ewenementem w dzisiejszych czasach .

Split to już duże miasto , zatłoczone, pełne ruchu i hałasu . Pałac Dioklecjana , Katedra św. Duje , Green Market , port czy dziesiątki knajpek to cel wielu turystów. Za wielu. Oprócz Dubrownika to był jeden z najbardziej męczących dni. I upalnych.

Mimo że ograniczyliśmy odległość naszych wycieczek to do wyboru pozostało wiele znanych miejscowości czy atrakcji jak Omiś , Biokovo, Trogir, Krk, Medjugorie , czy liczne wyspy jak Korcula , Brać , Hwar . Cóż kiedy urlop to nie tylko zwiedzanie ale też odpoczynek , czas ładowania baterii . Wybieramy za cel ostatnią z wymienionych wysp. Wyspa ma około 67km. długości i tylko 10 km szerokości. Wielu powie malutka . Ale w naszym przypadku prom dopływa do portu w Sucuraj , miejscowości leżącego dokładnie po przeciwnej stronie wyspy większości atrakcji. Jazda jest może i ciekawa ale bardzo kręta , często ciasna z licznymi wzniesieniami. No i mimo dość wąskiej drogi linia boczna wyznacza krawędź asfaltu i spadek podłoża , czytaj skały o dobre parędziesiąt centymetrów a często wiele więcej , minimum to urwane podwozie , Po około godziny tej karkołomnej jazdy wpadamy do pięknej miejscowości o tej samej nazwie co wyspa.

Już wiele kilometrów przed miejscowością widać górującą nad miastem twierdzę , już podświadomie określająca się jako cel . Ruszamy przez miasto ciasnymi poplątanymi ale urokliwymi uliczko-schodami do góry . Podejście jest dość strome ok. 40 min fajnego spaceru. Przy letnich upałach może być ciężko. Na szczycie leżąc na fajnej ławeczce z zimnym piwkiem w ręce i zapierającym widokiem nie chce się o niczym mysleć , dosłownie . Prom . To tylko ta myśl mogła zakłócić sielski nastrój. Pędzimy na miast bo słońce powoli obiera zachodni kierunek a my chcemy jeszcze gdzieś się wykapać . Po drodze widzieliśmy przepełniony parking , postanawiamy tam zobaczyć co powoduje że ludzie parkują na zboczu góry z dziurami i kamieniami na niby parkingu. Na dokładkę okazuje się że trzeba zejść kozią scieżką 15 minut w dół. Tylko dlatego że cienie kładły się na zatoczkę znaleźliśmy miejsce na ręczniki . Jak wygląda ta zatoczka w pełnym obłożeniu naprawdę nie chcę wiedzieć. Ale zatoka bajka . Parę domków , kapliczka, knajpka, woda kryształ , muzyka klasyczna w tle , to musi się podobać . A zegarek swoje tyk tyk . Prom. Tyk , tyk.

Ruszamy w drogę powrotną tylko dlaczego jakoś na drodze wszyscy się spieszą . Wyprzedziło nas parę aut , potem się nie dałem. Ostatni prom a przed nami sznur aut na parkingu przed wjazem na prom. Liczymy samochody i powinniśmy się załapać . Ale ulga przychodzi jak parkujemy na promie . W ostatniej lini . Przygody nie będzie .

Dubrovnik nasz kolejny cel to Chorwacja a za granicą . Trochę dziwnie sie poukładały granice po rozpadzie Jugosławi ale Chorwaci chyba mają same perełki , a Dubrownik to ta największa . Pomni przestróg ruszamy wczas rano . Granicę Bośnia i Hercegowina pokonujemy w miarę płynnie . Mimo wczesnej pory znalezienie parkingu nie jest niczym prostym . Miasto budzi się do życia , ludzi jeszcze niewielu. Ceny za atrakcje jak wejście na mury , wjazd kolejką linową nie dla nas . Nie , że nas nie stać . Po prostu mamy dużo porównań z różnych miejsc w Europie i te uznajemy za nie warte . To jest nasza ocena i oczywiście każdy ma prawo się y tym nie zgodzić . Miasto piękne ale czy chcielibyśmy tu spędzić więcej czasu ? Po drodze zakupy , obieramy za cel Lidl i przez pomyłkę lądujemy na szczycie górującym nad miastem .

W drodze powrotnej jazda już nie była tak przyjemna , ruch i paro godzinny korek na granicy . W oddali widać most budowany na złość Bośniakom . W niedalekiej przyszłości turyści nie będą już przekraczać tak tłumnie granicy . Powoli całodniowe wycieczki zaczynają nas męczyć . Czas wakajek jak mówi Wika dobiega końca . Ostatnie dni spędzamy na okolicznych plażach w sumie w cale nie odbiegających urokiem od tych bardzo znanych. A nawet lepiej bo ustronnych , i nie obleganych . Jedyny minus dla niektórych to liczni fani naturyzmu ale to akurat nam jakoś bardzo nie przeszkadza .

Ruszamy do domu. Będziemy tęsknić za tymi miejscami , słońcem , dziką naturą .Wile miejsc nie odkryliśmy , ba nawet nie zwiedziliśmy wielu znanych . Jak to się mówi do trzech razy sztuka. Co do różnicy między północy a południem Chorwacji to powiem że jak słońce świeci nie różnią się wiele . Prawdziwe wakacje to takie na których tryskasz energią i cieszysz się tymi szczęśliwymi momentami by je zachować na gorsze czasy.

Na koniec parę fotek z Pitvlickich Jezior na których nie mogliśmy nie być . Znowu. I znowu były piękne tylko trochę wody było jakby trochę mniej .

Krótki poradnik -podsumowanie .

Autostrada nie jest w porównaniu do Europy jakoś droga , za to w bardzo dobrym stanie ale praktycznie tylko jedna biegnąca przez całe wybrzeże aż do granicy im przez to potrafi łatwo się się zapełnić , przy granicach raczej zakorkowane , więc lepiej przekraczać poza weekendami . W miastach parkingi kiepskie i często drogie. Nie lepiej jest na autostradzie toy toye to już spora infrastruktura i raczej nic więcej . Lepiej płacić w kunach , lubią zaokrąglać na swoją korzyść . W kantorach duże różnice , można się naciąć . Policja też często kontroluje , widzieliśmy całe pseudo parkingi z mandatami za szybą i nie jeden radar . Wrześniowe wieczory potrafią być chłodne . Jedzenie raczej pod turystów . Ceny też raczej europejskie czyli tanio nie jest . Plaże od skalnych, do kamienistych , piasek naprawdę ciężko znaleźć ale podobno da się . Pozdrawiamy.

Dodaj komentarz