Święta w Hiszpanii czy Hiszpania na święta ?

Pada śnieg , pada śnieg , dzwonią dzwonki… no właśnie gdzie ? Tuż przed świętami Bożego Narodzenia każdy się zastanawia jak spędzić święta , co kupić , kiedy posprzątać , ubrać choinkę i wiele innych rzeczy . Plan zrodził się dokładnie w … poprzednie święta a właściwie ostatnich Bożonarodzeniowych Świąt . Pierwsze ze stresem na granicy , dużymi korkami z powodu rozwijającej się pandemii , a na dodatek paskudnej pogody . Potem kolejne niby w zaciszu domowym ale znowu pogoda licha , kolejne ograniczenia , nuda , święta mało radosne . No i postanowiliśmy że następne nie będą zwykłymi . Do ostatnich dni nie umieliśmy się zdecydować czy będzie to Albania i może troszkę Grecji czy Sycylia i parę miejsc po drodze . Obie trasy były bardzo ciekawe ale niestety ciągłe śledzenie pogody , dosłownie tuż przed wyjazdem zmieniły niespodziewanie nasze plany . Pogoda ma duży wpływ na radość życia , a pogoda na campingu to już właściwie wyrok czy wyjazd będzie udany czy nie . Zaufaliśmy pogodynce i …

Te święta spędziliśmy w Hiszpanii . Zapraszamy.

Szopka w Alicante .

Ruszamy z kompletem dokumentów czyli dowody i testy antycovidowe ;-)) . Nie chcemy się zatrzymywać we Francji , trochę przez pandemie a trochę że mimo słonecznej pogody temperatura oscylowała koło 10 stopni w dzień. Do przejechania mamy 1300 km ale że chcemy spróbować ominąć płatne drogi to czas jazdy to koło 15 godź. W tym okresie jazda drogami niepłatnymi jest można powiedzieć płynna więc warto ale czy tak samo jest w okresie letnim ? Zmęczeni ale i z pozytywnym nastawieniem docieramy bardzo późnym wieczorem do Figueres , pierwszej większej miejscowości zaraz za granicą francusko-hiszpańską . Znajdujemy parking z kilkoma zaparkowanymi kamperami i idziemy spać . Mimo że to już Hiszpania ranem budzi nas przenikające zimno . Pierwsza noc i pierwszy przymrozek . Ale w sumie to dopiero pierwsze kilometry Catalonii więc pocieszamy się że będzie lepiej. Na rozgrzewkę pyszna kawka i spacerek na pobliską górkę która okazała się ogromną twierdzą o której wiedzieliśmy ale nie przypuszczaliśmy że pod nią nocujemy.

Pod twierdzą znajdują się dwa duże parkingi ale jeden z licznymi drzewkami ograniczającymi wysokość aut.

Figueres ma parę ciekawych miejsc nie tylko wspomniana twierdza służąca też jako dość ciekawa pętla trekingowa . Udajemy się na rekonesans do miasteczka . Za ciepło nie ma ale jest słonko , no to tylko nam potrzeba świątecznej aury.

Mijamy muzeum Dalego i nagle słychać śpiew chóru . Niestety w momencie przybycia śpiewacy robią sobie przerwę i to na dłużej. Musi nam wystarczyć śpiew z głośników na targu świątecznym ale słodkie ,,feliz Navidad ” robi swoje. Czuć atmosferę świąt , miasteczko ładnie przystrojone ,dość spory ruch w sklepach czy restauracjach mimo że to niedziela . W sumie można tu zostać na dłużej ale to jeszcze nie ten rejon który na interesuje . Nie zwiedziliśmy żadnych atrakcji , z jednej strony akurat część była zamknięta a z drugiej nie chciało nam się szukać miejsc do testowania zdrowych ludzi ;-)) . Tak więc przy okazji tyko uchylę rąbka tajemnicy , w tym blogu tylko wszystko typu open air .

Pędzimy autostradą i wypatrujemy czarnych byków ,

znaku rozpoznawczego gorącej Hiszpanii . I znowu dzień za krótki ale udaje nam się minąć deltę rzeki Ebro czyli najdalszego miejsca poprzedniej majowej trasy. Już po zachodzie słońca parkujemy przy obserwatorium astronomicznym Planetario de Castellon .

Krótki wieczorny spacerek

Planetari de Castello ( planetarium )

i poranny spacerek

Plaja del Serradal ( plaża przy planetarium w miejscowości Castello de la Plana )

ruszamy dalej . Parę godzin jazdy i teoretycznie jesteśmy na miejscu , ma być ciepło , świątecznie i sielsko .Tylko że mamy pierwszy zgrzyt . Camping jest położony jakieś 10 km od Alicante . Ale co tam najpierw trzeba się ogarnąć . Camping dość mały i ciasny , aczkolwiek bardzo czyściutki i w sumie kameralny i praktycznie kompletnie obłożony . Na szczęście wybrzeże jest bardzo dobrze skomunikowane . Trasy tramwajowe i autobusów są bardzo czytelnie oznakowane na przystankach , w formie dużych map. Jedynie nie szukajcie tak jak my wzdłuż paru przystanków automatów biletowych …bo są one w tramwajach , z tyłu składu , a w autobusach z kolei bileciki sprzedaje kierowca ale tylko bezgotówkowo i to wyłącznie kartą bezdotykową , bo przez jej brak zostaliśmy kulturalnie wzrokiem i wymownym skinieniem wyproszeni . Aha , i trzeba koniecznie sprawdzać punkciki na trasie bo trasy się często nakładają ale przystanki nie są obsługiwane . Wiemy bo nasz tramwaj mimo naciskania wszystkich dostępnych przycisków minął nasz przystanek jak i kolejnych co najmniej 10 . Kosztowało nas to czas , nerwy i parę dodatkowych km. w nogach . Ale dotarliśmy do Alicante i poleżakowaliśmy na plaży ( Playa del Postiguet ) u podnóża kolejnej twierdzy , czyli Castillo de Santa Barbara .

Mimo że miasto ma parę atrakcji do zaoferowania to nas jednak trochę przytłoczyło swoją wielkością . Mimo naprawdę wielkiej szopki , przystrojonych ulic i sklepów po krótkim spacerku stwierdzamy że w tak dużym mieście wigilijnej nocy nie uda się spędzić w świątecznej aurze . Ale dla niezdecydowanych , spokojnie miasto ma swoje piękne miejsca do odkrycia.

Wracamy na camping i decydujemy się jednak jechać dalej ale jedna z widokówek do kupienia zaintrygowała nas . Po drodze zrobimy mały wypad w góry. Niedaleko , koło godzinki jazdy i jesteśmy na miejscu . Nic o tym miejscu nie poczytaliśmy więc jesteśmy dobrze przygotowani , ba nawet przy śniadaniu przygotowaliśmy na później obiadek na zimno . Przejazd przez góry wiele nam nie zdradził z powodu mgły która psuła nam trochę nastrój . Na szczęście parking kosztuje 3 lub 6 euro za całą dobę bo można nawet tutaj spać . Oczywiście jeśli w góry to bierzemy na 24h. . Plecaki spakowane , obiadek , słodycze kawka ,napoje no to ruszamy. No i pojawia się słoneczko i nasz cel.

Malutkie miasteczko na skale z ruinami zamku ( El Castell de Guadalest) , maleńkim kościółkiem i takim samym ryneczkiem z paroma sklepikami i restauracjami. Zwiedzanie ,trochę to słowo mi nie pasuje , zajmuje ok pół godzinki , kolejne pół to wyjadanie rzeczy z plecaka . Brak jakichkolwiek ludzi przy jeziorze czy na dróżkach do niego spowodował że nie decydujemy się na eksplorację tego pięknego miejsca , może kiedyś … zwiedzimy te miejsce .

A tu tak przy okazji autobus camper .

Kolejna miejscowość na drodze to Torrevieja . Nawet nie nasz konkretny cel bo ogólnie rejon Murcji to już maksymalna odległość jaką braliśmy pod uwagę . Temperatura w nocy zdecydowanie ponad 10 a w dzień ponad 20 . Zupełnie wystarczająco. Do miasta nie wjeżdżamy ale znajdują się tu soliny z uroczym różowym zalewem . Rzeczywistość okazała się jednak mało różowa , może ze względu na brak słońca , braku różowych okularów , późną porę lub porę …roku.

Laguna Salada

Niestety znowu ciemno i trzeba szukać „nyny” . W pobliżu nie ma ciekawego campingu . . Rozważamy jednorazowy nocleg w licznych tutaj apartamentach. Cena jednak jest za wysoka a świadomość spania w zimnym apartamencie *większość jest nie ogrzewana* jakoś nas nie zachwyciła .No to parking właśnie na takim apartamentowym miasteczku .Same szeregowce , wszędzie napisy,, security „lub ,,wideo ” . Tanie lub wypasione ale wszystkie niby strzeżone . Jak zwykle wieczorny spacerek i o dziwo spotykamy paru ludzi mimo że w 99 % apartamentach jest ciemno . Klimatu świąt tu już w ogóle nie widać . Nic nie słychać.

Pora spać .

Rano spacer i próba zrozumienia czemu ludzie mają tak drogie domy lub wynajmują je , a w pobliżu jest tylko jedna plaża na paru kilometrowym odcinku .

Jak najszybciej oddalamy się od tego luksusowego kawałka hiszpańskiej ziemi . I wpadamy na nasze klimaty.

1500 miejsc , sklep , boiska , restauracja , baseny , plaża . To tu spędzimy święta . Ciepło ale z tym słońcem jakby trochę na bakier . Parę choinek , chińskich świecidełek . Camping mocno obłożony ale ludzi nie widać . Smutna rzeczywistość , czym droższy domek czy mega camper tym bardziej pozasłaniany . Jedynie popołudniu paru amerytów pogrywa w boole .

Tutaj spędzamy święta 🎅 🎄 . I znowu to miejsce ( ogólnie półwysep La Manga )oferuje tak dużo do zwiedzania . Ale noc wigilijna to trochę nie czas na bieganie za atrakcjami .Zresztą rybka czeka . Półwysep La Manga i okolice to już nasz ostatni punkt, miejsce które też musi poczekać na eksplorację bo my wybieramy dni wyciszenia .

Postanawiamy też się trochę uduchowić ale dwa kościoły niestety były zamknięte a w trzecim jakoś nie poczułem się szczególnie nastrojowo ,no to pozostał cmentarz i ten nas nie zawiódł.

Nasza trasa w te parę dni to takie troczę poplątanie bo w sumie nic nie planowaliśmy więc nie sugerujcie się kolejnością bo była trochę niestety nie bardzo sensowna ale cóż to w końcu spontan . Jedziemy do Walencji. Pierwszy parking znajdujemy koło starego portu rybackiego i to jak bardzo . Jesteśmy niby blisko miasta i plaży ale jakoś jest bardzo mało miejska . Spacerujemy i nagle dociera do nas że przy zachodzie słońca urok tego miejsca powala.

Port de Catarroja

Zostalibyśmy na noc , ale liczna młodzież i kręcące się w chmurach kurzu leciwe Bmw i inne ,,nibysportowe” pojazdy zapowiadają raczej niespokojną noc. Zmieniamy miejscówkę. Na ładny parking z widokiem na port w Walencji docieramy dość późno . Jemy kolacje , otwieramy napoje , wszystko z widokiem na nadbrzeże portowe , jest sielsko tylko czemu jesteśmy sami. Tylko osobówki. Postanawiam poczytać trochę opinii i nagle doczytuję się na forach że w rejonie Walencji nie wolno nocować w autach.

Widok na port w Walencji.

I chcąc czy nie znów zmiana miejscówki . Jest późno więc ruszamy na najbliższy „park4nigh” . Miejscówka kiepska ale rano okazuje się że do morza to jakieś 100 metrów.

Znowu żeśmy się cofnęli o parędziesiąt kilometrów więc ruszamy z powrotem . Pogoda super więc robimy niezły odcinek . Czas na obiadek , wpadamy do Macadony po paelę . Z niezłym widoczkiem na wejście do portu zajadając się smacznym jedzonkiem , widzimy pole campingowe. Postanawiamy tam spędzić z dwie noce . Okazuje się że jest to …dzikie camperowisko . Ale to historia na inny blog . Było super 👌 a przy okazji trochę zwiedzania.

Przez przypadek zrobiliśmy małe safari szukając uroczego wodospadu . Drogi okazały się delikatnie mówiąc nieprzychylne dla naszego busa. Już raz mieliśmy nieciekawą przygodę we Włoszech gzie prawie ugrzęźliśmy w bramie , polecam wpis <<Włoska Przygoda >> i dlatego wybieramy raczej główne drogi . Gdzie wylądowaliśmy zobaczcie sami.

Polecam na rowery no i do dzisiaj się zastanawiam dlaczego nigdzie nie zobaczyłem zakazu wjazdu .

Na koniec jeszcze jedna miejscowość i parę fotek bo w sumie to nie chcę zanudzać mimo że aż się chce .

Co do tytułu , świątecznie tak jak w Polsce to nie poczuliśmy się , ale w zimie czasami można i naprawdę polecam , sprawić sobie słoneczne święta . Pozdrawiamy. Darek i Ania.

Dodaj komentarz