Maroko – miłość do której chcę wrócić

Zazwyczaj to już latem planujemy co będziemy robić zimą . Ale już nie wszyscy z wiadomych względów planują święta Bożego Narodzenia , no może jeszcze co niektórzy szukają opcję sylwestrową . Wybór zazwyczaj może nie jest bardzo wielki , ale zawsze ´´siedzę w domu ´´ czy ´´będzie biba´´ to też wybór. Aha , biba w Zakopanem to też biba ;-)) , wcześniej i u nas to była częsta opcja .

Ale nie tym razem . Od jakiegoś czasu to słońce , a właściwie jego brak w zimowej porze zmusza nas do wędrówek , to właśnie pogoda wygrała z tradycją . No może jeszcze parę rzeczy ale tymi podzielę się może przy innej okazji .

Plan prosty , lecimy , grzejemy akumulatory , zwiedzamy i powrót . Pięć osób , podobne oczekiwania . Maroko brzmi orientalnie , ale już muzułmanie , berberowie troszkę mniej . A świadomość że to są także często zachodnioafrykańscy lub mieszani rasowo potomkowie niewolników czy muzułmanie wypędzeni z Hiszpanii i Portugalii w XVII wieku to można mieć obawy o ich gościnność .

Pierwszego dnia pomimo nieciekawej sytuacji z właścicielem kwatery i paru nerwowych chwilach rozpoczęliśmy marokański trip który z każdym kolejnym dniem przekonywał mnie do tego pięknego kraju . Pierwsze zakupy , restauracje nawet spacer raczej nie były bardzo bezstresowe , gdzieś czaił się lęk ale i brak pewności . Powiem że pierwsze dni nie były łatwe dla wszystkich , ale od razu zdradzę że wszyscy z łzą w oku żegnali ten kraj.

Najpierw zwiedzamy pobliskie plaże , restauracje , farmę krokodyli tzw. Crocopark . ( polecamy wszyscy , gady na wyciągnięcie dłoni a czasem nawet bez ogrodzenia ) . Park jest na uboczu miasta więc dojazd najlepiej swoim samochodem , taxi ze względu na strefy jest skomplikowany .

W grudniu daliśmy się zaskoczyć pogodzie , bo niby byliśmy nastawienie na ciepło , ale co innego poczuć ciepłe promienie słońca na własnej skórze , a nie patrzeć na appkę w telefonie . Kolejny lokalizacja to Paradise Valley niedaleko Agadiru , z łatwym dojazdem i lekkim trekingiem . Jest to tropikalna oaza znajdująca się na wysokości 1600 metrów co sprawia że latem jest bardzo oblegana . Ale nawet w zimowych ha ha warunkach buło tam bardzo przyjemnie .

Kolejna miejscóweczka to mały port znany wielu ludziom na świecie dzięki filmowi Gra o tron, ale nie tylko , bo kręcono też Johna Wick 3 z Keanu Reeves i Halle Berry , a Oliver Stone kręcił tu sceny do widowiskowego „Aleksandra” , w „Królestwie Niebieskim” u Ridleya Scotta mury obronne zagrały Jerozolimę. Polecamy chociaż nie byliśmy Gnaoua Word Music Festival taki afrykański Woodstok bo Essaouira przyciągała takie postacie jak Jimi Hendrix , Bob Marley Leonard Cohen , Frank Zappa czy wielu innych . A to już chyba wystarczy że można pospacerować tam gdzie spacerowały tak znane postacie.

Maroko jest dużym krajem i będąc tam raczej podzielcie sobie na dwa, trzy wyjazdy , bo drogi nie ułatwiają szybkiego przemieszczania . My wyrwaliśmy się za marzeniami coś w stylu noc na pustyni , ale nie byle jaką a Sylwestrową . A to ok 700 km i droga przez góry Atlas . Po drodze urokliwe Ajt Bin Haddu gdzie też kręcono wiele filmów Gladiator, Gra o tron , Aleksander , Klejnot Nilu . Miasto zbudowane z gliny kamieni i …słomy ma historię sięgającą XVI wieku . Podobno miasto jest wiecznie poprawiane z powodu deszczy czy susz .

Niestety dużo straconego czasu powoduje że sylwestra spędzamy w Ouarzazate / Warzazat . Jest to tzw. brama na pustynię . Same okolice miasta to raczej kamienisty płaskowyż . O dziwo znajdują się w pobliżu studia filmowe , dlatego decydujemy się rzutem na matę zwiedzić jedno z nich Atlas Film gdzie , chyba zaczynam się powtarzać ,kręcono Gladiatora , Królestwo niebieskie , Lawrence z Arabii ale tu zaskoczenie takie też tytuły jak Helikopter w ogniu czy Asterix i Kleopatra.

Czy zapamiętamy tego sylwestra ? Tak , bo na eko campingu zadbali o oprawę , był folklor , muzyka , ognisko . A to że była tylko nasza piątka , rodzina z Francji i para z Niemiec to okazało się bardzo kameralnie , wręcz rodzinnie .

I rano z ciężkim bólem serca a co niektórych i bólem głowy ruszamy wreszcie w kierunku pustyni.

Droga przez góry Atlas

Można spotkać podobno jeszcze dzikie wielbłądy .

Docieramy do miasta Merzouga , by następnego dnia o świcie udać się na wschód słońca .

Pobyt w tym pięknym miejscu był warty tej całej przeprawy , a nie była łatwa. Ruszamy do Marakeszu. No bo jak nie zobaczyć tego miasta .

Śniadanie na sławnym targowisku , to właśnie w tej restauracji jadło wiele znanych postaci , o filmach już nie będę wspominał . O samym mieście też nie . W skrócie warto,warto,warto . I nikt nie szarpał nas lub próbował naciągnąć co podobno nie zawsze ma miejsce .

No cóż to prawie wszystko , bo jeszcze zostało do omówienie parę istotnych rzeczy .

Bezpieczeństwo .

Na pewno zdrowy rozsądek to minimum , ale przez 14 dni pobytu ,przejechaniu prawie 2 tyś. km. nie było ani raz groźnie czy niebezpiecznie za to często z uśmiechem i pomocą.

Jedzenie,

Jedliśmy wszystko , często w lokalnych restauracyjkach . Było pysznie i zazwyczaj nie drogo .

Jedynie czasami sposób podania mógł troszkę szokować ale i u nas kiedyś gazeta była popularną wersją opakowania . Alko raczej nie dostępne a jak już to w extra sklepach i raczej nie tanio . Nawet w restauracjach przy hotelowych myśmy nie trafili .

Ceny noclegów.

Wybieraliśmy raczej dobre hotele , ale grudzień to mimo wszystko nie sezon i płaciliśmy za apartamenty max. ok 150 Euro ale często mniej (za 5 osób). Warunki zazwyczaj były super .

Ruch drogowy .

W wielkich miastach baaaardzo kiepsko , trzeba mieć wzrok w koło głowy , korki , duży ruch , ale poza miastem całkiem zwyczajnie .Jedynie brak autostrad , są ale nie wiele , i dość częste remonty utrudniają szybkie przemieszczanie

Jeśli chcesz coś innego jak wakacje all inklusive , ciągnie cię do przygody , szukasz egzotyki ale nie chcesz nic ekstremalnego , cenisz swobodę , myślę że Maroko to jak najbardziej coś dla Ciebie.

Pozdrawiam.

Ps. Bardzo dziękuję Wiktorii , Patrycji oraz Agacie za pomoc , miłe towarzystwo , radosny uśmiech.

Dodaj komentarz