Bałkańskie kółko nie było takie …proste .

Zmiana planów okazała się tak dynamiczna jak pandemiczny czas. Dość długo wahaliśmy się pomiędzy Sycylią a Sardynią . Porównywaliśmy plaże , dojazd, ceny czy nawet pogodę . Zima dość długo się z nami bawiła więc byliśmy już spragnieni słońca . Dlaczego nagle wybraliśmy Bałkany ?

Powiem że wyjazd był planowany na trzy tygodnie a z racji sporych kilometrów mieliśmy dość często korzystać z lokalnej kuchni. Kolejnym problemem była szalona jazda paliw na stacjach . Koszty vinetek i promu też odgrywały spore znaczenie. Liczne blogi podróżnicze czy filmiki pokazywały piękno wymienionych wysp ale z racji już sporego doświadczenia szybki ale dokładny kosztorys obnażył duży minus jakim były spore koszty tak długiej wycieczki. I tu dochodzimy do pytania na które odpowiem na końcu. Czy Bałkany są naprawdę takie tanie. I co właściwie oferują . Zapraszam.

Albania to przede wszystkim natura
Albania to przede wszystkim natura

WĘGRY

W dzieciństwie można było usłyszeć o kraju gdzie można było zjeść arbuza , napić się dobrego wina czy poleżeć w pięknym słońcu nad wodą o turkusowych kolorach nie wybierając się bardzo daleko . Wtedy i długo później nigdy nie był jakoś po drodze . Teraz po drodze postanowiliśmy zahaczyć o Węgry i lekko zapomniany Balaton . Skierowaliśmy się w rejon polecanego miasta Kaszthely pełni ciekawości. Maj to zdecydowanie jeszcze nie urlopowy sezon co od razu zauważyliśmy na kampingach . Powiem że na całym naszym wyjeździe mieliśmy mieszane uczucia bo z jednej strony liczyliśmy na dostępność znanych atrakcji ale z drugiej strony obawialiśmy się że przed sezonem może być nie wszystko jeszcze przygotowane no i okazało się że często obraz przed sezonem i w trakcie to dwa naprawdę różne miejsca .

Na plus , Węgry powitały nas piękną wiosenną burzą i zaraz potem słońcem które nam towarzyszyło przez kolejne tygodnie.

Najbardziej chyba znana miejscowość nad Balatonem
Najbardziej chyba znana miejscowość nad Balatonem

Woda w jeziorze nie była zagloniona jak wielu opisuje , raczej mętna o posmaku kredy , naprawdę spróbowałem ją kąpiąc się jeziorze . Woda nie była zimna ale oprócz mnie raczej chętnych jakoś nie było . Zaletą nie sezonu było …brak wejściówek na tereny kąpielisk . W sezonie dostęp do jeziora jest zazwyczaj płatny .

Widok od strony kąpieliska jeszcze nie czynnego
Widok od strony kąpieliska jeszcze nie czynnego

Zjedliśmy obowiązkowe potrawy czyli gulasz (60zł) z dziwnym makaronikiem oraz zupę rybną (40zł) z naprawdę dużymi kawałkami ryby. Oczywiście skosztowaliśmy langosza i było to najtańszy przysmak ( ok 10 zł) ale wcale nie tak łatwy do znalezienia . Powiem że wszystko było bardzo dobre ale czy nazwałbym je przedstawicielem madziarskiej kuchni ?

Ceny można rzec nie odbiegające od standardowych . Restauracje też całkiem przytulne i z miłą obsługą . Nie poczuliśmy się jeszcze daleko od domu .

Dwa dni nad tym pięknym jeziorem to zdecydowanie za mało , tym bardziej że obie strony się znacznie różnią . Na pewno jest to piękne miejsce warte głębszego zwiedzenia tym bardziej że w cale nie ma daleko . Dodatkowo cena paliwa bardzo nas ucieszyła . Tankując do pełna za 1,45 euro za litr oleju nie wiedziałem że tej ceny może nie zobaczymy już więcej na naszej trasie.

Np. na zdjęciu po prawej budowana jest nowa marina z czynnym już ekskluzywnym hotelem na … terenie campingu . Standard na polach namiotowych raczej na minus no ale może że jeszcze były nieprzygotowane . Widać że maj to jeszcze ewidentnie nie sezon .

Z Balatonu grzechem jest nie wypuścić się na jeden dzień do Budapesztu . Miasto często goszczące w pierwszej dziesiątce wielu rankingów . Nocleg (23 euro) na kampingu niedaleko centrum uznajemy za sukces . Camping w dużych miastach a co dopiero w stolicy to nie taka oczywistość. Zwiedzanie pieszo ma dużo zalet ale jeden minus . Cały dzień na nogach dosłownie nas wykończył. Ale było warto .

Na jeden dzień atrakcji jest za dużo więc trochę Budapeszt potraktowaliśmy z macosza ale co tu dużo mówić , ciągło nas już na południe . Wracając z Albanii znowu wybraliśmy się na camping gdzieś koło miejscowości Pecz . I wtedy poznaliśmy minusy nie posiadania vinetki . Świadomie nie kupowaliśmy jej bo mieliśmy tylko zahaczyć o Balaton i Budapeszt ale jak to w drodze bywa nie przekroczyliśmy granicy w drodze powrotnej tam gdzie planowaliśmy . Dużo osób pisze że się da podróżować bez Vinetek czy opłat autostradowych . Zgoda , ale pamiętajcie o zmęczeniu , straconym czasie i niejednokrotnie paskudnych drogach. I zazwyczaj nie jest to przygoda tylko jazda , jazda, jazda przez kolejne wioski , miasteczka ,czy lasy . Urlop to nie van live gdzie człowiek ma czas na dużo więcej . Ale może kiedyś?

w maju pogoda może być nieprzewidywalna ale raczej na krótko

W maju pogoda może być nieprzewidywalna ale raczej na krótko

BOŚNIA i HERCEGOWINA

Z Budapesztu kierujemy się do Mostaru. 600 km. jakieś 10 godzin jazdy . Niestety po tylu godzinach jazdy jesteśmy jeszcze sporo przed celem . Droga to przeważnie jednojezdniowe odcinki o sporym natężeniu. Znaczna ilość ciężarówek i patroli policji studzą zapał do szybkiej jazdy . Na szczęście przejścia graniczne dla samochodów osobowych nie były w odróżnieniu od tych dla samochodów ciężarowych w ogóle zatłoczone . Postanawiamy znaleźć camping ze względu na zmęczenie ale i dla poczucia bezpieczeństwa ponieważ parkingi i dzikie miejsca były lekko mówiąc brudne i nie budzące zaufania .

W Bośni i Hercegowinie wcale nie tak łatwo o camping , jak na taki kraj to pól namiotowych wcale nie ma dużo . Łatwo też o pomyłkę ponieważ nam akurat trafił się camping w który właściwie był kawałkiem łąki raczej położonej przy domku jednorodzinnym . Ubikacja o bardzo niskim standardzie , brak łazienki , woda z ręcznej pompy . Ale za to cisza, spokój i wylewna gościnność jakby właściciele chcieli nią podnieść jakoś ocenę tego miejsca i patrząc na opinie w necie całkiem im się to udało . Tu czujemy po raz pierwszy „inny świat” .  Bośnia i Hercegowina jest dość skomplikowana religijnie ponieważ posiada aż 3 religie ,  katolicy , muzułmanie i  prawosławni i są to prawie równe części społeczeństwa które jest też podzielone na trzy główne grupy etniczne , Bośniaków i Serbów oraz Chorwatów . Po wojnie ze względu na duże krzywdy podział ten jest widoczny bo np. nazwy miast na tablicy często są w trzech językach gdzie jedna nazwa jest opryskana „chyba ” błotem czy zamalowana sprayami . No i liczne flagi raz serbskie raz bośniackie czy nawet chorwackie czy albańskie zazwyczaj na wysokich masztach prywatnej posesji . I liczne cmentarze jako pomniki pamięci . My lecimy dalej drogą w kierunku Mostaru. Część drogi biegnie  wzdłuż rzeki Neretwy  i naprawdę jest ona naprawdę widowiskowa . Decydujemy się na posiłek w restauracji . Jedzenie było naprawdę wyśmienite i w całkiem dobrej cenie (25 euro na dwie osoby , 2 dania mięsne ,zupy i piwko ). W cenie niesamowity widok i zapach grilla .

Docieramy do Mostaru , miejscowość od razu nam się bardzo podoba , jest nieduża , położona nad rzeką Neretwa która ma przepiękną barwę na tle gór , meczetów i biały zabudowy . Niestety i tu wojna pozostawiła swoje tragiczne ślady ponieważ most łączący miasto jest symbolem walki między muzułmanami i chorwatami . Wprawdzie został odbudowany przez Unię Europejską ale głęboka rana pozostała . Samą atrakcją jest też próba zarobku przez młodych chłopców którzy najpierw zachęcają na datki po czym skaczą z mostu który ma 24 m wysokości a rzeka wbrew pozorom nie wygląda aż tak głęboko . Samo miasto z wieloma sklepikami , restauracjami , lodziarniami naprawdę jest urocze aż zachęcają do dłuższego pobytu , niestety lejący się żar z nieba mocno nas zaskoczył i po zwiedzaniu miasta gdzie naszy celem celem był właściwie tylko ten most , planujemy jeszcze zdążyć podjechać na camping w miejscowości Medjugorie .

Na budynku widać jeszcze ślady po wojnie.

Medjugorie to teraz znana miejscowość za sprawą objawień maryjnych . Pominę tu wątek autentyczności a tylko wspomnę o tym co mnie zaskoczyło i rozczarowało . Na plus to że liczni wierni to naprawę uduchowiona część tego miejsca od której emanuje „jakaś moc ” , natomiast reszta to już niestety przykład czystej komercji i często tandety . Jeśli nie jesteś osobą choćby trochę wierzącą , to nie masz tam czego szukać .

W niedalekiej odległości znajdują się wodospady Kravica które wydają się ciekawą alternatywą na ponad 30 stopniowy upał . Podjeżdżając na parking aż trudno uwierzyć że znajdujemy się niedaleko jakiś atrakcji tylko coś słychać jakby szum mocnego wiatru . Krótka droga schodkami w dół i… pełen zachwyt . Widok jak z raju .

Wejście to 10 Euro więc cena bardzo atrakcyjna . Mimo rajskiej atmosfery niestety nie spędzamy tam więcej jak 3 godzinki bo woda na kąpiel była za zimna (byłem jednym z nielicznych kąpiących się ) a cała dolinka jest odsłonięta i słońce bezlitośnie pali. Jest wprawdzie mała restauracyjka ze skromnym menu z zacienionymi stolikami ale bardzo szybko się zapełniła . Pora jechać do Czarnogóry.

MONTENEGRO

Przebijamy się przez mały odcinek Chorwacji . W sumie ok 200km ale zajmuje nam to ponad 6 godzin jazdy. Może jadąc inną drogą było by krócej ? Po kąpieli w zimnej wodzie i wielu godzinach na słońcu znowu jesteśmy mocno zmęczeni dlatego szukamy najbliższego campingu. już nad Zatoką Kotorską . Niestety właściciel podał cenę z głowy bo było brak cennika . 25 Euro i sanitariaty przypominające wychodki z lat 70 skutecznie nas wypłoszyły z tego miejsca . Z rozpaczeni jedziemy dalej . Na szczęście przy jednej z małych miejscowości znajdujemy Camping Maslina . Bardzo miły właściciel szybko zatarł złe wrażenia z poprzedniego miejsca . Dlatego bardzo polecamy te miejsce . Zatoka Kotorska naprawdę zapiera dech w piersiach. Jedynie nie umiem sobie wyobrazić tego miejsca w sezonie bo już w maju było nieźle zatłoczone i zakorkowane.

Jeżeli ktoś lubi pamiątki , przeciskanie się w plątaninie uliczek z licznymi zacisznymi knajpkami , ruch z każdej strony to powinien zwiedzić większość tych miasteczek , nam wystarczył Kotor co nie znaczy że macie na nim poprzestać bo nam powoli ale nieubłaganie czas się kurczył a jeszcze tak wiele przed nami .

Nie aż tak bardzo oczywistą atrakcją Montenegro są góry . Nam jako przy okazji zwiedzenia mauzoleum przyszło podziwianie ich piękna . To w Górach Dynarskich znajduje się Park Narodowy Lovcen i góra Jezerski vrh na której znajduje się to mauzoleum . Taka ciekawostka wjazd do rezerwatu jest płatny i dodatkowo same mauzoleum też ale nie są to jakieś wielkie pieniądze na szczęście . Góry nie są bardzo wysokie ale naprawdę mają surowy krajobraz przez co są dla nas zupełnie inne niż nasze ale również malownicze .

Pod prawie samo muzeum dojedziesz autem .

W drodze przekonaliśmy się że parę rzeczy takich jak internet , waluta, drogi to czasami niespodzianka . Nie zawsze góra czy raczej górka wielkości naszej Żywieckiej Równicy to naprawdę skomplikowana rzecz. Nie żeby się nie dało bo dzisiaj raczej w Europie nie ma miejsc niekomercyjnych, niedostępnych itp. raczej dzisiaj nikt nie chce komplikacji i to jest może wstęp do następnego etapu . Zapraszamy .

Ostatni camping w Montenegro zatarł całkowicie resztki złych wspomnień po pierwszych polach campingowych i tu dla Was kolejna uwaga że oceny w internecie no nie zawsze realna ocena , lepiej samemu sprawdzić przed wykupieniem pobytu oczywiście trzeba wszystko skalkulować bo czasami nie ma możliwości wejścia na teren lub też wyboru tak jak nas to kilka razy spotkało .

Największa piaszczysta plaża to Velika podobno jedna z najdłuższych plaż w Europie (około 8 kilometrów długości). I jest to jedyna naturalna, piaszczysta plaża w tym kraju . Jest tam bardzo rozwinięta infrastruktura turystyczno-rozrywkowa ale poza sezonem jest tam raczej nijako . Miasteczko też jakby czekało na turystów więc długo tam nie zabawiliśmy .

Jadąc tą trasą można zahaczyć o jezioro Szkoderskie . Jezioro jest duże ale dość płytkie . Wspominam o tym ponieważ objazd tego akwenu to naprawdę wielkie wyzwanie . Myśmy obrali tzw. trasę panoramiczną lewą stroną i zajęło nam to pół dnia . Nie polecam camperem , często stromo i bardzo ciasno . Mimo że trasa jest opisana jako atrakcyjna to nie oferuje aż tak dużo , i owszem widoczki są super ale czas poświęcony na to to spora niedogodność . Trasa ta to tylko ułamek całej linii brzegowej , pamiętajcie o tym i może lepiej wybrać się na rejs statkiem .Są one bardzo popularne ale ze względu na stracony czas i kończący się dzień niestety musieliśmy odpuścić . Od strony Czarnogóry przejazd tunelem jest dodatkowo płatny ale trudny do ominięcia .

W miejscowości Virpazar jest niewielka przystań oraz liczne knajpki. Polecam coś zjeść . Oprócz dobrej rybki dostaliśmy też …regionalną herbatę w reklamowym opakowaniu . Czytając o jeziorze mam wrażenie że większość opisów to tylko garść danych z Wikipedii . Warto może samemu z weryfikować czy jest tak jak piszą . Że warto tam jechać to nie podlega dyskusji a zdjęcia niech pomogą wam podjąć decyzję .

Jezioro Szkoderskie
Jezioro Szkoderskie

Albania

Bez problemu przekraczamy granicę i jedziemy po albańskich drogach . Jemy pierwszego „fastfooda ” za jakieś … 3zł. Pierwsze wrażenia raczej ani na tak ale też nic złego . Po całym pobycie mogę powiedzieć że Albania to taki zlepek zalet i wad i każdy może się tu dobrze poczuć ale i może zupełnie nie pokochać tego kraju . Na pewno główne turystyczne miejsca nie ustępują tym z innych części Europy , ceny za to idą w parze z atrakcyjnością danego miejsca . Na pewno będąc w Durres , Sarandzie czy na półwyspie Ksamil można wydać dużo więcej niż w nieturystycznych miejscach , ale też na pewno standard będzie niższy , problemy z komunikacją , czy też gorsze drogi . Duża ilość bezdomnych psów , biednych ludzi przekopujących niezliczone ilości śmieci , niezliczonej ilości zaczętych ale już upadających budów to obrazki na które musieliśmy się przyzwyczaić . Ale kraj ma potencjał i może kiedyś będzie dużo lepiej .

Po wjeździe nie kupiliśmy karty sim oraz nie wymieniliśmy pieniędzy przez co niestety pierwsze dwa dni okazały się dość dużym stresem. Ale po kolei. Jadąc w kierunku Durres przeżyliśmy załamanie pogody i 140 km zamieniło się w prawie 5 godzin i do miasta wjechaliśmy w godzinach szczytu przed wieczornego . Korki , chaos , brak miejsc parkingowych. Nie polecam , może to zła opinia ale to naprawdę duże miasto i w tych warunkach nie było możliwości poznania zalet tej miejscowości. Po chaotycznym błądzeniu za bankomatem który i tak nie zaakceptował moich kart jak i kolejne dwa , chodzących cinkciarzy z którymi nie chciałem mieć nic wspólnego , oraz zamykające się sklepy postanowiliśmy uciekać dalej od tego miejsca . Noc na parkingu przebiegła spokojnie i z małym strachem ruszamy dalej .

Wpadamy wcześnie rano do Vlory … i od tego miejsca wszystko już leci sprawnie . Z wszystkich miejsc to chyba to miasto to taki kompromis wszystkiego i będę je polecał . Może też że spędziliśmy tam… aż dwa dni :-)) .

. Jeszcze tylko po drodze znany Klasztor Zaśnięcia Matki Bożej znajdujący się na niewielkiej wysepce . Żeby tam się dostać trzeba się trochę cofnąć parę kilometrów ale było warto . Uwaga , w sezonie parking może być problemem bo jako takiego tam nie ma , ot kawałek nieużytków .

Pędzimy dalej do kolejnego celu , miasta gdzie ,,ląduje” wielu Polaków . Saranda , to tylko 130 km , ale jakich ? Po paru godzinach jazdy w miarę spokojną drogą a czasami i nie drogą tylko placem budowy

pniemy się na przełęcz Llogara często uznawaną za najpiękniejszą trasę samochodową Europy . Jakoś wcześniej nic o niej nie poczytałem i powiem że bez jakiś wyobrażeń wpadliśmy na niesamowite widoki . Droga nie jest jakoś niebezpieczna więc mogę ją polecić każdemu . Oczywiście sprawne auto oraz szczególnie hamulce są bardzo wymagane .

Po mimo wszystko wyczerpującej jeździe docieramy do Sarandy. Pierwsze wrażenie niestety dość negatywne . Szukamy jakiejś miejscówki ale raczej miasto to typowy zlepek dróg , hoteli ,pensjonatów etc. W akcie desperacji jedziemy na nisko oceniany camping tuż za miastem . Pierwsze wrażenie bardzo złe , wprawdzie miła pani próbuje nas przekonać że jest to wysoki standard jak na ten rejon no i zmęczenie przytępia nam zmysły więc zostajemy niby tanio bo za jedyna 15 euro . Nie będę tu za bardzo się rozpisywał ale ten camping to taki zlepek różnych światów. Można tam kręcić każdy film od romantycznego do dreszczowca czy wręcz horroru . Może już tak tam nie wygląda ale parę zdjęć muszę pokazać .

Saranda nie jest jakimś ładnym miejscem ale tanie loty , niedrogie koszty pobytu, pogoda i czar Albanii powinny wystarczyć żeby spędzić tam krótki urlop. Można też odbyć parę wycieczek ale oprócz półwyspu Ksamil i źródła Blue Eye reszta wymaga sporo jazdy . Na półwysep zwany ,,Albańskimi Hawajami ” z Sarandy można się bardzo łatwo dostać . My trochę zniesmaczeni campem postanowiliśmy się przenieść właśnie na wspomniane ,, Hawaje” . Miało być dużo drożej , tłoczniej i hałaśliwie a spędziliśmy tam wspaniałe parę dni . Owszem na najpiękniejszym kawałku rzeczywiście ceny w restauracjach się podwajały , było głośno ale dotyczyło to tylko tego jednego kawałka gdzie po prostu było jedno wielkie centrum rozrywkowe . Pięć minut pieszo i znowu było błogo i cicho . W dość niepozornej restauracji w głębi miasteczka zjedliśmy chyba najlepszy posiłek w Albanii wydająć skromne 25 euro .(dwa ogromne dania , deser , piwko i lokalna wódeczka)

Oczywiście niech was nie zmylą sielankowe fotki bo trochę kiczu i albańskiego porządku też jest tam sporo . Ale najważniejsze że można tam spędzić naprawdę miło czas . My obieramy już kierunek powrotny ale jeszcze z paroma ciekawymi miejscami . Najpierw źródło Syri i Kaltër bardziej znane jako Blue Eye . Jest to turkusowo niebieskie oczko wodne z którego wydobywa się bagatela ok 6000 litrów wody na sekundę o dość stałej temp .12,5 stopnia . Główną atrakcją oprócz pięknych kolorów to skok z niewysokiej platformy do szczeliny w sumie nie wiadomo jak głębokiej , bo ze wzgląd na silny wyrzut wody nikt jeszcze jej nie zbadał . Pikanterii dodaje …zakaz kąpieli ale raczej nikt się tym nie przejmuje. Atrakcja jest darmowa , parking też więc w sumie należy się tam wybrać .

Jak tu dotarłeś to super ale to jeszcze nie koniec bo właśnie WRACAMY do domu .Najpierw kierunek Gjirokastra bardzo malowniczo położone miasto wśród gór z górującym na szczycie zamkiem . Droga z Sarandy wije się przez malownicze tereny. Wije się to chyba dobre określenie bo nie liczcie na szybką jazdę . Ale widoki przednie .

Gjirocastra to duże miasto ale my skupiliśmy się na starej części i zamku. I znowu ponad 30 stopniowy upał i pełne słońce dość utrudniało zwiedzanie bo raczej ciężko było znaleźć cień czy naturalny chłód , no może na zamku ale tam wydawało się znowu troszkę za chłodno , to takie trochę babskie narzekanie turysty ale warunki w Albanii to takie skrajności . Na zamek prowadzi dość znaczne podejście najpierw miastem i handlowymi uliczkami a potem lekko zacienionym laskiem za to z dość stromym podejściem.

Na zamku można zwiedzić wystawę w miarę współczesnej artylerii która nawet dość ciekawie została wkomponowana w zamkowy korytarz . Po około godzinie można spokojnie stwierdzić że raczej nie ma tu więcej nic do zobaczenia i można się udać do miasta . Po liczbie turystów widać że po pandemii turystyka jeszcze nie wróciła w pełni do tego ładnego miasta .

Jadąc dalej można odwiedzić źródła Benji które znajdują się niecałe 14 kilometrów od Përmet. Dojechać tam można kierując się drogą SH75 , myśmy troszkę po błądzili ale jakoś tam dotarliśmy . Duży teren jest przeznaczony chyba pod kampery i namioty ponieważ jest dość płaski i z jakby wydzielonymi skrawkami ziemi ot taki dziki lub sezonowy camping . Jest nawet knajpka oraz jakieś małe budynki sugerujące toalety ale były zamknięte wiec trudno powiedzieć . Same źródła to dwa baseny .Mniejszy nazwijmy kameralny bo już parę osób sprawia wrażenie że jakby było już za dużo ludzi i duży nazwijmy ogólnodostępny. Mieliśmy pecha i nawet duży pod naporem lokalnej wycieczki paru autokarów z uczniami okazał się raczej nie do odwiedzin . Miało być cicho i spokojnie. Ale i dzieciarnia musiała się w końcu wyszumieć i pod koniec dnia mogliśmy się spokojnie udać na kąpiel . Po ponad 30 stopniowym upale woda okazała sie wcale nie za ciepła . Temperatura oscyluje ok 25 do ponad 30 ale myślę że w ten dzień chyba oscylowało w niższych partiach. |Ale nie to okazało się najgorszą rzeczą a miliony małych muszek latających tuż nad wodą . Nie wiem czy zapach siarki je tak wabił czy zmierzch ale przy każdym oddechu miałem wrażenie że minimum parę z nich kończyło żywot w moim gardle .Samo miejsce warte jest spędzenia tam paru dni. Miłego towarzystwa na pewno nie braknie bo po okolicy pląta się liczna grupa żebrzących ale miłych piesków .

Po spokojnej nocy ruszamy do

Macedonia Północna

Do przebycia tylko 200 km , ale już z góry uprzedzam że droga raczej jest mało uczęszczana a jakiś powód musi być , Droga prowadzi wzdłuż granicy albańsko -greckiej i potrafi zmienić się w żwirówkę . Do tego jest kręta oraz z dość wysokimi wzniesieniami . Czas jazdy to ponad 5 godzin a z posiłkami i przejściem granicznym to było u nas prawie 8 . O dziwo po drodze pośród niczego mijaliśmy podupadły ale działający hotel i aż dwa pola campingowe co w takim miejscu wzbudziło u mnie pełen podziw .

Jedziemy do tego małego ale też biednego kraju nie tylko że jest po drodze . Warto się tam wybrać i spokojnie spędzić krótki urlop. Myśmy mieli tylko parę dni i jest to zdecydowanie za mało . Ale cóż praca stała ogranicza nas przez całe życie a to już ciężko pogodzić. Zmienić pracę? Dobra , te parę dni znowu musi wystarczyć , przynajmniej na Jezioro Ochrydzkie bo przede wszystkim to był nas cel . Jezioro to , jak i Balaton razem z okolicami próbują być taką namiastką morza . I całkiem dobrze im to wychodzi . Chcecie ciszy i spokoju , czy prawdziwej natury nie ma problemu , restauracje , knajpy , bary , muzyka , dobre jedzenie nie ma problemu , sporty , aktywność fizyczna jak najbardziej a i muzea i kawał historii też się tam znajdzie .

Wjeżdżamy do Macedonii od strony południowo zachodniej i p krótkiej jeździe znajdujemy camp w miejscowości Kalista . Powiem że po opisach spodziewałem się dużo niższego standardu a zostaliśmy miło zaskoczeni . Udało nam się nawet zaparkować w pierwszej linii z pięknym widokiem na jezioro. Ale najlepsze dopiero zaczęło się pod wieczór . Prawdziwy żabi i ptasi koncert . Nigdy czegoś podobnego nie słyszałem a od lat przewijam się po takich miejscach , no i miałem parokrotnie paroletnie epizody wędkarskie więc mogę coś na ten temat powiedzieć . No i pierwsza kąpiel też to było coś ale tym razem natura trochę mnie przeraziła . W czasie kąpieli zauważyłem liczne ni to patyczki ni to poruszająca się na fali trzcina . Okazało się że jezioro licznie zamieszkują wodne … węże . Wprawdzie nie duże i podobno nie groźne ( to słowa tubylca) ale jakoś ode chciało mi się dalszej kąpieli . Wprawdzie na drugi dzień spróbowałem jaszcze raz ale z kolei atak zaborczego i agresywnego łabędzia wyleczył mnie na dobre z tego pomysłu . Będąc parę dni w tym miejscy zauważyłem u nowych przyjeznych bardzo podobny schemat ;-)) Oczywiście główną atrakcją jest Cerkwia Jana z Kaneo która w jednym z przewodników jest wytypowana na najczęściej fotografowanym miejscem na ziemi . Po dłuższej rozmowie z sztuczną inteligencją wyszukiwarki (nowość podobno) niestety nie umiem tego potwierdzić .

Jezioro to ma niespełna 90 km. linii brzegowej więc autem praktycznie wszystko osiągalne w godzinkę . Droga w dobrym stanie .

No cóż , warto pobyć tu dłużej , ale my jeszcze pędzimy do stolicy . Na temat Skopje krąży tyle opinii ile pomników czy rzeźb . A tych jest baaardzo dużo . Część jest może i bardzo ciekawych ale mnogość tych instalacji powoduje lekki zamęt . Ciekawi mnie jak w tak biednym kraju tak łatwo wydaje się pieniądze . Dojazd do centrum to liczne próby żebractwa a i drogi i ogólnie infrastruktura raczej kiepska . Same centrum to dla mnie taki nie dokończony lunapark. Wszystko jest , tylko karuzel jeszcze brakuje. Trochę to zgryźliwe ale to moja bardzo subiektywna ocena . Na duży plus dobre i tanie jedzenie oraz wszystko dostępne praktycznie pieszo bez większego problemu. Polecam na cały dzień ale to chyba wszystko dla zwykłego turysty .

Serbia

Już bym chciał tą podróż podsumować ale jeszcze zaglądniemy do stolicy Serbii . Bo przejechać całą Serbię i przynajmniej nie odwiedzić ich stolicy to był by już nie takt . Powiem jeszcze że autostrady były na bardzo wysokim poziomie a cena nawet dla przeciętnego Kowalskiego budziłby tylko błogi uśmiech . Jazda była prawdziwą przyjemnością . Natomiast stolica jak to stolica , ceny wyższe , jakość niższa no i korki. Ogólnie urbanistyka trochę zalatuje socjalizmem . Natomiast sklepy ,restauracje nie odbiegają tym z Europy zachodniej. Co bardzo nas zachwyciło to pełen luz , dużo młodych ludzi i niesąca się uliczkami muzyka ♫ .

Cerkiew Św. Sawy w Belgradzie

Jeśli tu do brnąłeś to znaczy że cierpliwość ci nie jest obca i prawdopodobnie możesz ruszyć na wędrówkę po Bałkanach . Potrzeba jeszcze odporności na stres , tolerancji , brak parcia na wygodę . Do tego masę czasu za kierownicą i bardzo często miejscówki nie przypominające że jesteś na urlopie . Ale przygoda murowana . Parę rad i to bardzo ważnych .

Internet to podstawa , nieważne ile kosztuje, lub dobre przewodniki ale takich jeszcze nie spotkałem . Auto zawsze zatankowane , niby Europa ale niektóre odcinki potrafią zaskoczyć . Gotówka zawsze mile widziana bywa że lepiej niż karty kredytowe ale te też trzeba mieć . Strach ma wielkie oczy 👀 i raczej nikt się tobą nie zainteresuje o ile zachowujesz zdrowy rozsądek i nie prowokujesz problemów . Ludzie wszędzie są tacy sami i uśmiech ☺ bardzo pomaga . Na koniec dwie galerie jedna , co można zjeść z reguły do 10 Euro na osobę a druga to zdjęcia nie nadające się właściwie do bloga . Pozdrawiamy Darek i Ania.

A tak mieszkają bardzo często obywatele Europy

2 uwagi do wpisu “Bałkańskie kółko nie było takie …proste .

  1. Super było poczytać o waszych podróżach po bałkanach. Dużo ciekawych informacji mniej lub bardziej przydatnych . Ale co najważniejsze piękne zdjęcia. Z niecierpliwością będę czekała na dalsze viekawe wasze podróże.

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo za komentarz mam nadzieję że się kiedyś w końcu nauczę bardziej ciekawie pisać ( brak czasu na zbieranie ciekawostek i redagowanie takie z prawdziwego zdarzenia ) ale co najważniejsze bez opóźnień :-)) (jeszcze większy brak czasu) Pozdrawiam

      Polubienie

Dodaj komentarz